Category Archives: Jak codzień

Już nam nie po drodze

Już nam nie po drodze, choć tak dobrze się szło. Razem, ramię w ramię. W jednym kierunku czy słońce w twarz, czy deszcz na kark. Do czasu, aż zaczęłam gubić krok i zostawać w tyle. W końcu straciłam Cię z oczu. Nie wiem czy mam Ci pomachać ręką na pożegnanie czy próbować Cię jeszcze dogonić.

Już nam nie po drodze, choć tak dobrze się szło. Razem, ramię w ramię. W jednym kierunku czy słońce w twarz, czy deszcz na kark. Do czasu, aż zaczęłaś gubić krok i zostawać w tyle. W końcu straciłam Cię z oczu. Nie wiem czy machasz mi na pożegnanie ręką czy próbujesz mnie jeszcze dogonić. Idę dalej, śpieszę się.

Po co są fale na morzu

choroba morska

Czy wiesz po co są fale na morzu? – zapytał uśmiechnięty, świeżo ogolony starszy pokładowy zgiętego wpół pasażera o nieświeżym wyglądzie wychylającego się za burtę na pełnym morzu. Nie doczekał się jednak odpowiedzi ponieważ pasażer zamiast mówić był jedynie w stanie wypuszczać z ust kolejne skutki choroby morskiej jakiej był uległ od początku rejsu. On, niezrażony tą małomównością kontynuował konwersację:
„a więc fale na morzu są po to, by nie każdy mógł zostać marynarzem” Po czym zadowolony odszedł swoim szerokim marynarskim krokiem wdzięcznie przyginając kolana w kierunku kolejnego niedoszłego wilka morskiego, zapewne po to, by pocieszyć go podobną sentencją.

Teatr uliczny

Festiwal teatrów ulicznych odbywa się co dzień w moim mieście. Nawet dziś, gdy zjechały tu trupy teatralne z różnych stron świata. Patrząc w oczy mima i na jego gesty zastawiam się, kto tu bardziej gra. On czy ja jednostka w tłumie gapiów, on czy ta dziewczyna zawieszona na ramieniu chłopaka, on czy podpity obieżyświat, który zwiedził dziś już niejedną bramę na starówce. Może to mim żyje naprawdę w tej chwili, a my robimy teatr. Ten nasz codzienny uliczny teatr.

Smutek w wesołym miasteczku

Gdy twój smutek robi się naprawdę nieznośny, tupie nogami aż dudni ci w głowie i z nudów wyrywa Ci serce, weź go ze sobą na spacer, tak jak bierze się dziecko które zbyt wiele dokazuje. Zabierz swój smutek do wesołego miasteczka. Tam daj mu się pobujać na huśtawce uczuć, potem niech się pokręci na karuzeli życia , a na koniec wykup mu podwójny bilet na roller coster codzienności. Zobaczysz wtedy jaki z niego chojrak.

Przyszłość zapowiada się słodko

Drżącą z niecierpliwości ręką sięgasz po pysznego ptysia. W połowie drogi między ustami, a słodkim i pachnącym kremem zatrzymujesz się. Jak najdłużej chcesz delektować się tą chwilą, kiedy jeszcze nie wszystko wiadomo, a przyszłość zapowiada się słodko. Mieć ciastko i zjeść ciastko, to właśnie ten moment, kiedy zjadasz je oczami i trzymasz je mocno w garści.

Image

Future looks sweet

Reaching out your trembling with impatience hand, you stop suddenly in the mid-way between your mouth and a delicious puff. You want to enjoy this moment as long as possible. The moment when not everything is already known and the nearest future promises to be sweet. You can have your cake and eat it too. It is just now, when you’re eating it with your hungry eyes and keeping it firmly in your hand.

Z kraju kwitnącej jabłoni

Image

W tym kraju ludzie spędzają dużo czasu ze swoimi jabłoniami. Kładą się w ich cieniu i godzinami obserwują niebo prześwitujące pomiędzy ich listakmi. Oddychają tym samym powietrzem i marzą o tych samych rzeczach, co drzewo. Powierzają też jabłoniom swoje sekrety. A kiedy wyrosna na nich jabłka, po ich smaku można poznać usposobienie właściciela. Owoce niektórych jabłoni są lekkie i słodkie jak marzenie o miłości, inne są soczyste i mają korzenny smak jak życie z pasją, inne znowu są cierpkie i gorzkie jak wyrzuty sumienia albo żal, za tym co minęło i czego się nie da naprawić. Smakujcie zatem uważnie, gdy ktoś poczestuje was jabłkiem ze swojego drzewa. Ono powie wam więcej niż  słowa.

Moje pięć żyć

Dziś dowiedziałam się, że mimo znacznie odległego już w czasie rozstania z moim pierwszym pracodawcą nadal funkcjonuję tam bardzo aktywnie. System wysyła wciąż zamówienia podpisane moim nazwiskiem, na które następnie wystawiane są faktury. Jednocześnie jestem i nie jestem, to znaczy tak jakbym była albo i nie była.
W tym naszym pół-elektronicznym światku, wszyscy możemy jednocześnie prowadzić po kilka żyć naraz. Figurować tylko, lub aktywnie uczestniczyć w różnego typu akcjach. Jednocześnie smażyć kotlety w kuchni i otrzymywać oferty, śledzić zamówienia i czekać na odpoiedź na maila, lub być czytanym na własnym blogu. (life „in-between”). Mamy tyle loginów, pinów i rejestracji, że przestajemy kontrolować ich uaktualnianie. Systemu nie interesuje przecież, kto fizycznie stoi za serią danych zawartych w profilu. My czy nie my? Ważne, że transakcja została dokonana.
Ile jeszcze takiż żyć nieświadomie prowadzę, a ile z nich świadomie. Rozmieniam się na drobne? Czy wciąż jestem integralną jednostką stanowiąca o sobie samej i decydującą o sobie?
Kto z nas z czystym sumieniem może przyznać, ze tak właśnie jest w jego przypadku?