Monthly Archives: Luty 2015

Na promenadzie

Obaj stali oparci o metalową balustradę odgradzającą reprezentacyjną promenadę miasta S. od płynącej w dole rzeki. Popołudniowe słońce rozświetlało ich roześmiane twarze i wesoło połyskiwało na powierzchni pluskającej o brzegi wody. Za ich plecami lekko kołysała się przycumowana do balustrady barka, w której ktoś urządził restaurację w stylu morskiej tawerny. Przesiadujący po obu brzegach rzeki wędkarze wydawali się bujać głowami w rytmie fal i zgadywać po rozchodzących się na wodzie kręgach, czy ryba bierze czy raczej nie.

Atmosfera leniwych, przedłużających się w nieskończoność wakacji łatwo udzielała się każdemu kto tu przyszedł. Dlatego po promenadzie spacerowali nie tylko turyści zwiedzający Miasto S, ale także jego mieszkańcy, którzy tak jak Damian, chcieli odetchnąć od gnuśnej atmosfery podmiejskich blokowisk oraz dzielnic nazywanych eufemistycznie sypialniami. Tu zarzucając spojrzenia na rzekę przecinającą miasto na dwie równe połówki, które po wojnie zszyto naprędce nierówną fastrygą mostów, mościków, pomościków i kładek łowili konieczny dystans do swoich codziennych spraw.

Reklamy

Skarga brzozy samosiejki

Skarga brzozy samosiejki:
Młoda byłam, gibka, prosta
Sama przyszłam, sama wzrosłam
To czemuż mi tylko kikut ostał

Skarga rosochatej wierzby
przychodzili,
wieszali się,
odchodzili,
sęki zrywali, kołki wbijali

Skarga roztrzęsionej osiki
Drrrr Drrr Drrrewno mnie boli

Skarga grabu wysokiego

Skarga dębu potężnego

Skarga buka na borsuka
Co mu jamę w brzuchu kopie

Skarga klonu skórzanego:
Z unerwienia tracę nerwy
i syrop cenny
kapie niczym krew
z mych skórzanych liści
pech!

Skarga kasztanowca:
jak kastaniety te kasztanki moje
a każdy bierze jak swoje
nie zapyta nikt
czy można się poczęstować
lepiej po chamsku do kieszeni schować

Skarga jesionu na słotę
Co mu zdziera całą cnotę,

z liści odziera i kiści

i zostawia bezlistnym

Marność ludzkiego życia

Job 7, 1-4. 6-7 Marność życia ludzkiego

Czytanie z Księgi Joba

Job przemówił w następujący sposób:
«Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? Czy nie pędzi on dni jak najemnik? Jak niewolnik, co wzdycha do cienia, jak robotnik, co czeka zapłaty. Zyskałem miesiące męczarni, przeznaczono mi noce udręki.
Położę się, mówiąc do siebie: „Kiedyż zaświta i wstanę?” Lecz noc wiecznością się staje i boleść mną targa do zmroku. Czas leci jak tkackie czółenko i przemija bez nadziei. Wspomnij, że dni me jak powiew. Ponownie oko me szczęścia nic zazna».

Oto Słowo Boże.