Monthly Archives: Listopad 2013

Róg Pięknej i Realnej 7

  • No mówię ci …leżał jak pies Pluto…. pies Pluto po zderzeniu z ciężarówką. Hahaha – relacjonował Damian zginając się ze śmiechu w pół.
  • Chyba z ciężarówką pełną książek. Hehehe – dopowiadał śmiejąc się Łukasz
  • No dokładnie. Brakowało tylko, żeby mu gwiazdki wirowały nad czołem. Hahaha. Ale i bez tego myślałem, że padnę, jak go zobaczyłem, no mówię Ci… – nie przestawał naigrywać się Damian

Obaj stali na deptaku przy Wałach Chrobrego. Popołudniowe słońce rozświetlało ich roześmiane twarze i połyskiwało na masztach jachtów zacumowanych przy brzegu Odry. Damian przychodził tu zawsze, ilekroć chciał uciec od „gnuśnego miasta Stettin”, jak zwykł nazywać Szczecin tracący z roku na rok swój impet. Dziś szczególnie potrzebował tego spaceru; od wydarzeń w Introligatorni huczało mu w głowie. Chciał także podzielić się wrażeniami z Łukaszem, najlepszym przyjacielem, który, licząc na przygodnych spacerowiczów, turystów, czy też szukających wytchnienia, mieszkańców miasta, właśnie tu zainstalował mały, przenośny kram z gazetami.

  • I co? Cały czas było tak śmiesznie? – Łukasz zdołał na chwilę opanować wesołość -Ten stary powiedział ci w końcu, o co chodzi? – dopytywał
  • Yhmm…. – westchnął Damian i mina mu wyraźnie zrzedła – Nie wiem właściwie, co o tym wszystkim myśleć – dodał po chwili
  • Tak? A co tam było dalej… no nawijaj, bo jestem ciekawy – ożywił się Łukasz.

Wyraźnie odezwała się w nim żyłka reporterska, którą niestrudzenie rozwijał od czasów ukończenia studiów dziennikarskich. Niektórzy drwili z niego, że sprzedając gazety raczej tę żyłkę naciąga niż rozwija, on jednak z dnia na dzień przekonywał się o słuszności swojej decyzji. Nie mogąc znaleźć pracy w żadnej redakcji, dzięki kramowi wciąż był blisko gazet. Poza tym, latem, wymyślił sobie dodatkowe zajęcie, które w zupełności konsumowało jego zdolności twórcze. Pełen nadziei zawiesił nad stoiskiem z kolorowymi magazynami wypisany fantazyjnymi literami szyld: „ Portrety Słowne” Dzieci – 5 zł, Dorośli 10 zł. Nie można powiedzieć, żeby klienci ustawiali się w kolejkach po ten wyjątkowy towar, ale Łukasz i tak nie narzekał; cieszyła go każda sprzedana sztuka.

  • No więc…? – ponaglił pogrążonego w myślach Damiana poprawiając przekrzywiony szyld.
  • No więc… przeszliśmy z powrotem do tego stołu, wiesz tego z narzędziami i klejem – odezwał się Damian powoli, jakby przypominając sobie każdy krok.
  • Aha wiem… w tej drugiej sali – okazał swoją przytomność Łukasz
  • Tak. No i usiedliśmy przy tym stole. Potem Horacy zaczął pokazywać mi książkę, którą właśnie oprawiali
  • No w końcu od tego są introligatorzy, tak?- znów przytomnie odezwał się Łukasz
  • No niby tak, tylko, że te książki…
  • No gadaj wreszcie, o co chodzi – na dobre się zniecierpliwił
  • Oni twierdzą , że…- zaciął się Damian
  • Że niby co? – dopytywał krewki kramarz-dziennikarz-portrecista
  • Że to nie są zwykłe książki i…
  • I co? No wyduś to to z siebie wreszcie – Łukasz prawie krzyczał na Damiana
  • I chyba jednak nie są tak do końca zwyczajne… – wycedził Damian popadając znowu w zadumę.

Łukasz miał ochotę nim potrząsnąć, ale musiał się powstrzymać, bo do kramu podeszła para korpulentnych i ubranych w skórzane kurtki przyjezdnych. Mężczyzna nosił na szyi ciężki złoty łańcuch, który pobłyskiwał na jego szerokiej klatce piersiowej. Kobieta o długich i poskręcanych w grube spirale blond włosach chwilę patrzyła na wyłożone gazety i w końcu zainteresowała się słownymi portretami. Odbywszy niezbyt długą rozmowę z Łukaszem, opuściła stoisko trzymając jedną ręką swego towarzysza pod pachę, a drugą zwój czerpanego papieru z takim oto dziełem wypisanym ręcznie przez przydrożnego portrecistę słownego:

„Pani Agata

w kształty bogata

swego męża przystojnego

czyni w piękno zamożnego”

  • I co, ludzie ci za to płacą?- spytał Damian, któremu pojawienie się pary na stoisku przerwało rozmyślania.
  • Tak, dzisiaj już trzeci portrecik sprzedałem! Naprawdę świetnie mi idzie. – odpowiedział Łukasz zagryzając usta z przejęcia. Rano podeszła do mnie taka babka, koło czterdziestki może, a głosik miała jak dziewczynka, więc jej machnąłem taki portrecik:

„Gdy Alina mówić zaczyna

To jakby pył złoty

z nieba leciał zamiast słoty.

Brzmią jej słowa jak muzyka,

więc od dzisiaj nikt nie zmyka

tylko słucha jak najęty

jej wymową fest przejęty”

  • Sama poezja – Po prostu cud- trochę zbyt teatralnie wyraził swój entuzjazm Damian, a po chwili dodał z wiekszą dozą niepewności w głosie- I nikt nie zgłasza reklamacji?

  • Nikt, i wiesz jeszcze potem podeszła do mnie mama z takim chłopaczkiem, o, takim małym – kontynuował Łukasz pokazując ręką wzrost malca zupełnie niezrażony ironicznym uśmieszkiem pobłyskującym na twarzy przyjaciela- i poprosiła o portrecik dla synka. Oto co mi wyszło:

„Dominika nikt nie pyta,

czy ochotę ma na ser.

Jego buzia, to wiadomo,

zawsze powie -nie.”

  • Genialne, stary! – wykzyknął  Damian poklepując Łukasza po ramieniu, za chwilę dorzucił: – Jakie szczeście, że mi brakuje twojego talentu.

Tym zgryźliwym komentarzem zbił z tropu przyjaciela, który już gotowy był do kolejnej recytacji. Zmienił temat:

  • Czy ty uważasz, że każdy w życiu chciałby napisać książkę… To znaczy, ktoś taki jak ty, to na pewno, domyślam się, że jeśli lubisz pisać, to pewnie marzysz o napisaniu książki, ale żeby tak każdy tego pragnął, to nie wiem…

  • Wiesz coś może być na rzeczy – odpowiedział z namysłem Łukasz. Mam takiego wujka Andrzeja. Jest elektrykiem, który całe swoje życie przepracował na Stoczni, a jak ją zamknęli to dorabiał kątem do emerytury, po ludziach.
  • No znam go. Fajny ten twój wujek. No i co?
  • No i wiesz, jak on sobie kielicha wypije to zawsze wspomina swoje młode lata, wojsko, pracę, tą całą komunę i stan wojenny i zazwyczaj dochodzi do wniosku, ze życie miał tak ciekawe, że książkę by mógł napisać. A, i jeszcze dodaje, że to dlatego, że dzisiaj już się wszystko pozmieniało, że nie ma takich ludzi, takich spraw. I wiesz… choć to facet z jajami, to potrafi się rozpłakać w takim momencie
  • Aha, czar wspomnień, co?
  • Tak, to tak na szybko mi się przypomniało. On jedyny głośno wyraża to swoje pragnienie, a reszta … no, nie wiem, może, po cichu, każdy o tym marzy, by książkę o swoim życiu napisać. – zawiesił głos Łukasz i za chwilę zapytał – No dobra, a jak jest z tobą?
  • Co ze mną?
  • No, czy chciałbyś napisać książkę, o swoim życiu książkę?
  • No wiesz… pewnie tak … fajnie kiedyś byłoby mieć książkę o sobie.. tak jak się nad tym zastanowić… to rzeczywiście. Ale przede wszystkim, to chciałbym mieć o czym pisać. Ale z drugiej strony… właściwie tak,… zdecydowanie tak ….każdy ma swoje doświadczenia i wrażenia. Je właśnie uważa za najważniejsze i chciałby się nimi podzielić… więc tak….pewnie tak jest, że każdy chciałaby napisać książkę o sobie.- zakończył wreszcie swe długie dywagacje Damian.

Jego wzrok podążył gdzieś daleko, przed siebie, i po chwili zatrzymał się na sylwetce młodej kobiety, która stanęła na podwyższeniu balustrady, jakby chciała wyskoczyć do rzeki. Damian już miał pokazać ją Łukaszowi, ale ten sam zauważył niebezpieczną sytuację. Za moment jednak kobieta zeszła z powrotem na chodnik, rozejrzała się i powoli oddaliła się od tego miejsca. Przechodząc obok obydwu chłopaków uśmiechnęła się do nich. Damian odwzajemnił uśmiech.

  • Co lubisz starsze?- zapytał ironicznie Łukasz
  • Fajna była, co się czepiasz- odburknął Damian i zaraz wrócił do poprzedniego tematu:
  • No właśnie, może i każdy chciałby napisać książkę, tylko że nie wszyscy potrafią. Albo nie wszystkim jest to dane…
  • Jasne brak czasu, możliwości, zmęczenie. – zgodził się Łukasz – Nie każdy może sobie tak po prostu siąść i pisać.
  • Wiesz, a oni twierdzą, że wcale nie musimy takich książek pisać- dodał Damian
  • Jacy znowu oni?- zapytał Łukasz przewracając ze znudzeniem oczami
  • No, Horacy i Maurycy, ci z Introligatorni, na rogu Pięknej i Realnej.- wyjaśnił Damian
  • A… ty znowu o tym, widzę, że nieźle ci w głowie namieszali.
  • A namieszali, żebyś wiedział – dziwnie zgodny z przyjacielem był znów Damian
  • No więc, jak jest z tymi książkami według nich? Pisać, nie pisać? – dopytywał już bez cienia ironii Łukasz
  • Nie musimy ich pisać, możemy, ale nie musimy, bo…
  • Bo co? – pomału znów niecierpliwił się portrecista
  • Bo te książki już zostały napisane. – wyjaśnił kategorycznie Damian wprawiając przyjaciela w osłupienie.
Reklamy

Kapsle- zakręciło mi się w głowie

Image

 

Zakręciło mi się w głowie od samego patrzenia na ściany pubu wyłożone kapslami od piwa zamiast kafelków.

(Ivesity 4) – Story MOOC

What 3 works inspired you most and why they might inspire somebody else?

  1. PICTURE : Morning, 1884, Edvard Munch

    This is exactly this perfect moment between dream and reality. You wake up, you get up, but your mind is still somwhere in-between. Shall we live all the time in that particular state of mind? When I look at this picture I immediately get into it…Image

  2. FILM : Amarcord, Federico Fellini, 1973

    For it is complete universe in a small village called Rimini. Everyone knows such a small universe which is autonom and doesn’t need anything outside it. The real art is to describe it in the way the others could see its beauty.Image

  3. MUSIC : French songs. From time to time, the beautiful sky of „Chanson francaise” all brightens up of the emergence of an exceptional star. Those stars break my heart into thousand of pieces and I have to listen to them all the time to unite it again.

    Anis http://www.youtube.com/watch?v=LlXQ6GMXV2M&list=RD4EeJf3-dfJA

    Diam http://www.youtube.com/watch?v=TwhoaPgBwI8

    Stromae: http://www.youtube.com/watch?v=S_xH7noaqTA

Horowitz i króliczek

 

Róg Pieknej i Realnej 6

Znów zazgrzytały kółka i wózek Horacego przetoczył się po pokoju w kierunku pomieszczenia, z którego wcześniej przyszedł do nich Maurycy

– Proszę za mną – wydał krótkie polecenie Damianowi.

Za chwilę znaleźli się w dość obszernej sali o wiele jaśniejszej niż poprzednia. Damian nareszcie mógł wyraźniej przyjrzeć się szerokiej i jakby ogorzałej słońcem twarzy Horacego, którą okalał wianuszek zupełnie siwych włosów i igiełkowatej brody. Na twarzy mężczyzny malował się wyraźny wysiłek przy każdym kolejnym obrocie kółek wózka inwalidzkiego, lecz gdy tylko stawał zaraz powracał na nią uśmiech. Zdecydowanie zatem sprawiał wrażenie człowieka pogodnego i budzącego zaufanie.

Damian rozejrzał się po sali. Przypominała ona trochę zamkową komnatę, głównie z powodu wysokich okien ozdobionych wielobarwnymi witrażami, z których do wnętrza padały teraz świetliste refleksy. Niebieskie, żółte i czerwone plamki światła pląsały wesoło, niby stado rozbieganych króliczków, pośród zalegających wszędzie książek.

– Może jest wśród nich zajączek z lusterka babci Anetki” – przemknęło przez myśl Damianowi i zaraz zaczął uważniej śledzić ich skoki wśród zajmujących dosłownie każdą wolną przestrzeń tomów. Nie tylko szczelnie zapełniały one półki regałów postawianych ciasno wokół czterech ścian, ale także poukładane były na płytkach czarno-białej posadzki w różnej wysokości stosy. Jedno spojrzenie później i Damian był już pewny, że prezentują pewnego rodzaju prawidłowość i że… są jak pionki nierozegranej do końca partii.

-Tak ma pan rację – odezwał się wreszcie Horacy, jakby zgadując jego myśli. – Gramy tu czasem z Maurycym w szachy albo warcaby …- co mówiąc i jakby na dowód swoich słów, podjechał do najbliżej ustawionej książkowej wieży i przesunął ją delikatnie o kilka czarnych płytek naprzód. Swój ruch skwitował tryumfującym spojrzeniem w kierunku Maurycego oraz przeciągłym – szszsszsszach!, które zabrzmiało równie definitywnie jak -ciach!

Maurycy w odpowiedzi wzniósł tylko błagalne spojrzenie w górę i głęboko westchnął. Za chwilę pogrążył się w zadumie nad układanką książek na podłodze i obserwował ją zawzięcie drapiąc się w brodę.

Horacy i Damian pozostawili zamyślonego Maurycego za sobą i zbliżyli się do środka sali, gdzie ustawiony był masywny, pokryty zielonym suknem stół. Do jednego z jego rogów przykręcony był hebel introligatorski, a obok niego rzędami poukładane leżały różnych rozmiarów tłoki, od najcieńszego do najgrubszego oraz pobłyskujące swymi zębatymi kółeczkami radełka. Nad wszystkimi przedmiotami górował jednak nieforemny, sporych gabarytów słoik z klejem, z którego ciągnęły się upuszczone przez nieuważnego użytkownika lepkie smugi i stróżki. Wokół stołu stało też kilka rzeźbionych krzeseł, których oparcia zdawały się równie gościnne, co nobilitujące dla mających zasiąść na nich osób. Doskonale zresztą komponowały się z misternie żłobionym sklepieniem całej sali.

 

  • To jest właśnie nasza pracownia, panie Damianie, jeśli tylko zgodzi się pan podpisać z nami kontrakt, to może stać się ona pana codziennym miejscem pracy

  • Tak? – ni to zapytał ni to zdziwił się Damian. Tajemnicze miejsce budziło w nim mieszankę tak sprzecznych uczuć, że w zasadzie można się było spodziewać każdej reakcji z jego strony. W końcu postanowił dopytać: A na czym właściwie miałaby polegać ta praca?

  • Musi Pan wiedzieć, że Moderator Indywidualnych Czasów to odpowiedzialne zajęcie. Nie każdy jest w stanie je wykonywać .– zaczął podniosłym tonem Horacy. Robił długie przerwy między zdaniami upewniając się, że Damian dobrze je rozumie. – Wymaga ono zarówno dużego poświęcenia jak i sporej kreatywności. – kontynuował swoja przemowę-Nie raz będzie Pan pozostawiony samemu sobie i mimo poznania wszystkich reguł, do pana będzie należała ostateczna decyzja w zasadniczych sprawach…, a w dodatku….- tu Horacy przerwał swoje wyjaśnienia, bo zza ich pleców zaczęło dochodzić głośne sapanie Maurycego, któremu towarzyszył mniej więcej taki dźwięk:

  • Aaaaaa ……szaaaaaaaach……..

Obaj odwrócili się i zauważyli jak chudy okularnik dźwiga stertę książek starając się ją przenieść z jednego miejsca na drugie. Musiała to być Królowa, bo stanowiła dość wysoką konstrukcję i niesiona przez Maurycego niebezpiecznie się przechylała. On starając się utrzymać ją w pionie musiał dodatkowo lawirować pomiędzy innymi „pionkami” z książek. Przy tym wszystkim nie przestawał jednak wydawać z siebie głosu:

  • iiiiiiiiiiiiiiii – mat! – zakończył niespodziewanie szybko, nawet dla siebie samego. Następnie z wyraźnym grymasem zdziwienia na twarzy runął jak długi pośrodku tej niezwykłej planszy. To mogło oznaczać tylko jedno: definitywny koniec gry i to nie całkiem taki, jak go planował Maurycy. Zwały książek piętrzyły się teraz wokół niego bezładnie, a jedna z nich, otwarta, wylądował okładką do góry na jego głowie. Horacy i Daniel wybuchnęli śmiechem widząc minę Maurycego w tym nietypowym kapeluszu. Horacy nie mogąc powstrzymać chichotu w końcu skwitował całą tą sytuację:

  • Tak jest zawsze, Maurycy przeżywa swoje chwile tryumfu nade mną, ale potem nie jest ich w stanie udokumentować rozkładając całą partię na łopatki, hi hi hi

  • I siebie przy okazji też – dodał dławiąc się ze śmiechu Damian.

(Iversity 3) – Profil Mariusza

W tym tygodniu nadajemy naszym bohaterom własne życie:-)

Mariusz z opowiadania „Napada panu do piwa” https://agamabloga.wordpress.com/2013/11/11/napada-panu-do-piwa/

założył swój profil na Facebooku: https://www.facebook.com/mariusz.niewiadka

Koledzy mu doradzili, że może w ten sposób odnajdzie Beatę. Wrzucił kilka zdjęć, które może będa podpowiedzią dla Beaty, jeśli tylko odwiedzi jego profil. Wypisuje też rozpaczliwe apele o pomoc w jej odnalezieniu. Każdy nowy friend i lajk przybliża go do upragnionego celu. Proszę nie pozostawajcie obojętni na potrzeby stęsknionego serca Mariusza. Każdy odzew z Waszej strony na Facebooku będzie miał dla niego wielkie znaczenie. Co dzień sprawdza wiadomości na swoim profilu…

 

 

https://www.facebook.com/?sk=nf

Dobra książka

Image

 

Czytanie dobrej książki sprawia, że zapominamy o upływającym czasie, o tym, że dawno nic nie jedliśmy, oraz, że leżymy na twardej posadzce.  Jeden z wrocławskich krasnali, był tak zaczytany, że nie zauważył nawet, jak pomału przemienia się w spiżową figurkę…