Monthly Archives: Październik 2013

Moje pięć żyć

Dziś dowiedziałam się, że mimo znacznie odległego już w czasie rozstania z moim pierwszym pracodawcą nadal funkcjonuję tam bardzo aktywnie. System wysyła wciąż zamówienia podpisane moim nazwiskiem, na które następnie wystawiane są faktury. Jednocześnie jestem i nie jestem, to znaczy tak jakbym była albo i nie była.
W tym naszym pół-elektronicznym światku, wszyscy możemy jednocześnie prowadzić po kilka żyć naraz. Figurować tylko, lub aktywnie uczestniczyć w różnego typu akcjach. Jednocześnie smażyć kotlety w kuchni i otrzymywać oferty, śledzić zamówienia i czekać na odpoiedź na maila, lub być czytanym na własnym blogu. (life „in-between”). Mamy tyle loginów, pinów i rejestracji, że przestajemy kontrolować ich uaktualnianie. Systemu nie interesuje przecież, kto fizycznie stoi za serią danych zawartych w profilu. My czy nie my? Ważne, że transakcja została dokonana.
Ile jeszcze takiż żyć nieświadomie prowadzę, a ile z nich świadomie. Rozmieniam się na drobne? Czy wciąż jestem integralną jednostką stanowiąca o sobie samej i decydującą o sobie?
Kto z nas z czystym sumieniem może przyznać, ze tak właśnie jest w jego przypadku?

Reklamy

Coursera – week 5

Warto było! Zdecydowanie warto było przejść przez te wszystkie gramatyczne wykłady, żmudne budowanie zdań, a potem łączenie ich w zwięzłe paragrafy, by ostatecznie poznać przepis Autorów kursu „Crafting an Effective Writer” na stworzenie treści idealnej.
Okazuje się, że każdy jest w stanie napisać dobry tekst, jeśli tylko zastosuje procedurę pięciu kroków zaproponowanych nam w tym tygodniu. Rady te mogą być przydatne zarówno licealiście piszącemu w pocie czoła jedno z kolejnych wypracowań jak i klientowi dającemu upust swojej złości i rozczarowaniu w komponowanej właśnie reklamacji, nie wspominając już o autorach opowiadań czy innych literackich form. Co jednak nie oznacza, że pisanie stanie się od razu łatwe jak zjedzenie bułki z masłem czy kawąłka ciasta („piece of cake”). Wprost przeciwnie nadal wymaga od nas wiele pracy, z tą różnicą ,że teraz jest to praca metodyczna.
Tak właśnie postąpiłam przy pisaniu tygodniowej pracy do oceny przez moich kolegów, metodycznie krok po kroku, wypełniając procedurę w każdym calu. Było to czasochłonne i pracochłonne, ale efekt zaskoczył mnie samą. Powstał tekst dobrze zorganizowany z założeniem na początku, logiczną argumentacją i końcową konkluzją, zachowujący przy tym wszystkie cechy stylistyczne które chciałam mu nadać. Po zakończeniu miałam wrażenie że wyraziłam wszystko co chciałam, że nie ma już nic do dodania.
http://mojacoursera.wordpress.com/2013/10/25/week-5-module-1/
Dodatkowych emocji dostarczyło czekanie na ocenę. Muszę przyznać, że inni kursanci okazali się bardzo pomocni. Gdyby tylko była taka możliwość, to chciałabym im serdecznie podziękować. Niestety wpisy są anonimowe. Jedna z osób w najdrobniejszych szczegółach wskazała mi miejsca wymagające poprawy, każdy przecinek, czy możliwość uładzenia stylu. Ja również włożyłam wiele pracy w ocenę moich pięciu kolegów. Zajęło mi to całe po południe. Los poddał mojemu wglądowi paragrafy fana fotografii, amatora biegania, kogoś z Ukrainy próbującego przedstawić zalety barszczu oraz Greka zachwalającego souvlaki, na koniec zostawiając tajemniczego autora dysertacji na temat pojęcia dorosłości w społeczeństwie hołdującym tradycyjnym zasadom, (islamu?- mogłam się tylko domyślać).
Jeśli zatem mamy coś do napisania, warto wykorzystać przepis na treść idealną marki Coursera zamiast ślęczeć nad pusta kartką i czekać na natchnienie, które, jak wiadomo, chadza własnymi ścieżkami i może wcale do nas nie trafić.

Un vrai artiste!

Nous, les artistes? Regardez celui-là!

http://fr.news.yahoo.com/video/un-%C3%A9l%C3%A9phant-peintre-094458643.htm

Róg Pieknej i Realnej 4

Jak ja mam w ogóle trafić na Róg Pięknej i Realnej? – zastanawiał się Damian siedząc w łóżku z laptopem na kolanach i drapiąc się po rozczochranej jeszcze od spania czuprynie- W Góglach nic mi się nie wyszukuje, tak jakby wcale nie było takiego skrzyżowania w naszym mieście…. Zaraz zaraz…. kto to kiedyś powiedział, że jak czegoś nie ma, to trzeba to wymyślić….Voltaire?… ale chyba raczej nie chodziło mu o miejsce, które nie istnieje…. – A właściwie dlaczego nie? – kontynuował swoje rozmyślania – To dopiero byłoby wyzwanie. Może mi się uda – Damian w końcu zmotywował się odpowiednio do wyjścia z domu i odnalezienia dziwnego adresu.

Postanowił nie wsiadać dziś do autobusu i cały odcinek przejść piechotą. Pogoda była zresztą całkiem zachęcająca. Ulica Piękna nie była daleko od jego domu. Pamiętał, jak będąc kilkuletnim chłopakiem przechodził tędy z matką, trzymał ją kurczowo za rękę, a ona pokazywała mu okno stancji, gdzie kiedyś mieszkała. Jak przez mgłę docierały teraz do niego echa jej opowieści o romantycznych spotkaniach z jego ojcem i długich rozstaniach przed drzwiami kamienicy, przed którą Damian w końcu dotarł. Stał teraz przed nią dokładnie oglądając każda jej kondygnację.

Tak to było tutaj. – potwierdził sam sobie i rozejrzał się wokół. Ta ulica było wyjątkowo krótka, zaledwie kilkadziesiąt kroków wystarczało, by przemierzyć ją od jednego końca, do drugiego – Właściwie powinna nazywać się „Świński ogonek”- pomyślał ironicznie Damian. Po obu stronach jezdni stały ciasno pobudowane kamienice i nowsze betonowe plomby między nimi. Damian kolejny raz dokładnie oglądał róg Pięknej z ruchliwą ulicą Koszalińską, ale nie widział nawet śladu po nazwie Realna. Wolno przespacerował się do drugiego wylotu ulicy, gdzie Piękna spotykała się na obrzeżach parku z ulicą Zieloną, ale i tu nie mógł trafić na żaden trop.

Kiedy zrezygnowany miał już obrócić się na pięcie i obrać kurs na drogę powrotną do domu, kątem oka zauważył Babcię Anetkę, która tego dnia zajmowała się swoją, jak ją z dumą nazywała, „pracą zarobkową”. Stała właśnie w tym ruchliwym punkcie miasta z naręczem bukiecików uwitych z nagietków i w specjalnie do nich dobranym pomarańczowym kapeluszu na głowie i wdzięcznie uśmiechała się do przechodniów. Interes musiał iść całkiem nieźle, bo w wiaderku które postawiła u swoich stóp nie było już więcej kwiatów do sprzedania. Damian podszedł do niej ucieszony.
Co masz taka minę- zapytała zaczepnie Babcia Anetka- Nie możesz znaleźć adresu, prawda? A spotkanie masz mieć niedługo?- dodała ni to pytając, ni to stwierdzając. Kiwała przy tym cały czas głową. Damian stał osłupiały ze zdziwiona miną; zastanawiał się skąd Babcia Anetka zna jego problem.
– Gołębie mi powiedziały, głuptasie. – zaśmiała się – A widzisz, nie chciałeś mi wierzyć, że to moi zwiadowcy. Pleciugi moje kochane, one mi wszystko wyśpiewają… Dobrze już, nie martw się, pomogę ci. A swoją droga mógłbyś być bardziej uważny i jak czegoś szukasz, to naprawdę rób to dokładnie. To mówiąc Babcia Anetka wyciągnęła z jednej ze swoich licznych kieszeni malutkie okrągłe lusterko, w którym odbijać się zaczęły promienie mocno świecącego dziś słońca. Za chwilę złapanym w ten sposób zajączkiem wskazywała Damianowi drogę. Chłopak musiał mocno przyśpieszyć, by nadążyć za prowadzonym przez Babcię Anetkę świetlnym punkcikiem, przeskakującym szybko z kamienicy na chodnik, z chodnika na żywopłot, z żywopłotu na parkan. W końcu małe słoneczne kółeczko stanęło w miejscu. Damian obejrzał się w kierunku Babci Anetki, a ona tylko skinęła głową, jakby potwierdzała – „To tu”.

Róg Pięknej i Realnej 3

Następnego dnia rano, zanim Damian zdążył jeszcze podnieść się z łóżka, do jego pokoju weszła matka. Chłopak był bardzo zaskoczony, bo od kilku tygodni prawie w ogóle się do niego nie odzywała, i raczej unikała z nim kontaktu. Co dzień cierpliwie wyczekała, aż opuści on kuchnię, zanim przekroczyła jej próg, by zaparzyć sobie herbaty. Ostatnio także nie zdarzało się im nawet otrzeć o siebie w przedpokoju.

-Tak mamo? …-Która jest godzina? – zapytał z braku odpowiedniejszych słów na tę nieoczekiwaną sytuację.

-Jest już siódma i zaraz wychodzę do pracy – odpowiedziała spokojnym i wyciszonym głosem matka i po chwili dodała – wiesz w przedpokoju znalazłam tę karteczkę, chyba ci wypadła…

Wręczyła mu różowy zwitek papieru, który wczoraj po powrocie do domu zmiął w kulkę i z finezją godną Michela Jordana wrzucił do kosza na śmieci stojącego w rogu. Nie przypilnował jednak, czy swoim rzutem zaliczył punkt, czy tylko tablicę i nie był teraz pewien, czy przypadkiem różowa niby-piłeczka nie odbiła się od obręczy kosza i nie upadła z powrotem na płytę niby-boiska.

-To chyba ważne prawda, jakieś spotkanie ci się szykuje?- ciągnęłaswe domysły matka

-Tak, coś w tym stylu… – beznamiętnie odpowiedział jej Damian

-Jest tu godzina i adres, pomyślałam, że to coś ważnego, może w sprawie pracy…

-Tak, można tak powiedzieć, Mamo. – Damian kręcił się już niespokojnie w tym krzyżowym ogniu pytań. W końcu jednak sam zapytał:

-A tak przy okazji, może wiesz gdzie to jest, ten róg Pięknej i Realnej?

-Ulicę Piękną znam, mieszkałam tam jeszcze w studenckich czasach, zanim poznałam twojego ojca, ale czy tam była gdzieś w pobliżu Realna? -No nie wiem, nie wiem już teraz. Tyle tych domów nowych nastawiali, to może i ulice nowe powstały. Zresztą mogli zmienić starą nazwę. Komu na ten przykład przeszkadzała ulica Walki Młodych, takie to kiedyś poczytne pismo było, a teraz co na Solidarności ją zmienili, i wiadomo jak długo tak zostanie, o, albo 22 lipca czemu niby zlikwidowali…

-Dobrze, dobrze już mamo, nie ekscytuj się tak, bo i tak nie masz na to wpływu- zakończył jej zakusy na poprawianie świata Damian. Właściwie zaczynał się zastanawiać czy jednak to milczenie mamy nie miało swoich plusów.

-No dobrze już kończę bo się spóźnię do pracy. To co pójdziesz tam?- zakończyła matka z taką jakby nadzieją zawieszoną na końcu tego pytania, które brzmiało jednak jakby było poleceniem.

-Pójdę, pójdę – odpowiedział już do reszty zmęczony Damian.

Kiedy wyszła nie pozostało mu nic innego do zrobienia jak zdrzemnąć się kolejną godzinę i odpocząć po tej wyczerpującej inwigilacji.

Coursera – week 4

W telegraficznym skrócie. W tym tygodniu wszystko robiłam na ostatni moment. Brak czasu.

Tak więc osób przeżywających kryzys musiało być więcej, bo z 40 tysięcy zapisanych na początku kursu słuchaczy została się nas mała garstka około 7,5 tysiąca:-). http://www.youtube.com/watch?v=zMCkPpPbVkE&feature=youtu.be

Szkoda, bo robi się naprawdę ciekawie. Piszemy już całe paragrafy. Tym razem ocenialiśmy nawzajem swoje opisy scenek.

http://mojacoursera.wordpress.com/2013/10/23/week-4-assignment/

Moi koledzy byli dla mnie bardzo łaskawi, dostałam maksymalną ilość punktów. A jedna z osób udzieliła fachowej porady jak powinnam zakończyć swój opis. Ja również nie pozostałam im dłużna i równie entuzjastycznie wypowiedziałam się na temat ich prac, choć nie byłam w stanie nic konstruktywnego poradzić autorom przygód zaobserwowanych na placu zabaw lub w chińskiej restauracji. Zbliżamy się do końca kursu a nadchodzące dwa tygodnie zapowiadają mnóstwo pracy. Czy znajdę dość czasu?

Obrazek

Paryż w moim mieście

Paryż w moim mieście

Zawsze, gdy idę tą ulicą, czuję się jakbym przeniosła się gdzieś w okolice XVI arrondissement. Taka lokalna telepatia, teleportacja czy jakoś tak. Właściwie- pourquoi pas?