Tag Archives: google

Róg Pieknej i Realnej 4

Jak ja mam w ogóle trafić na Róg Pięknej i Realnej? – zastanawiał się Damian siedząc w łóżku z laptopem na kolanach i drapiąc się po rozczochranej jeszcze od spania czuprynie- W Góglach nic mi się nie wyszukuje, tak jakby wcale nie było takiego skrzyżowania w naszym mieście…. Zaraz zaraz…. kto to kiedyś powiedział, że jak czegoś nie ma, to trzeba to wymyślić….Voltaire?… ale chyba raczej nie chodziło mu o miejsce, które nie istnieje…. – A właściwie dlaczego nie? – kontynuował swoje rozmyślania – To dopiero byłoby wyzwanie. Może mi się uda – Damian w końcu zmotywował się odpowiednio do wyjścia z domu i odnalezienia dziwnego adresu.

Postanowił nie wsiadać dziś do autobusu i cały odcinek przejść piechotą. Pogoda była zresztą całkiem zachęcająca. Ulica Piękna nie była daleko od jego domu. Pamiętał, jak będąc kilkuletnim chłopakiem przechodził tędy z matką, trzymał ją kurczowo za rękę, a ona pokazywała mu okno stancji, gdzie kiedyś mieszkała. Jak przez mgłę docierały teraz do niego echa jej opowieści o romantycznych spotkaniach z jego ojcem i długich rozstaniach przed drzwiami kamienicy, przed którą Damian w końcu dotarł. Stał teraz przed nią dokładnie oglądając każda jej kondygnację.

Tak to było tutaj. – potwierdził sam sobie i rozejrzał się wokół. Ta ulica było wyjątkowo krótka, zaledwie kilkadziesiąt kroków wystarczało, by przemierzyć ją od jednego końca, do drugiego – Właściwie powinna nazywać się „Świński ogonek”- pomyślał ironicznie Damian. Po obu stronach jezdni stały ciasno pobudowane kamienice i nowsze betonowe plomby między nimi. Damian kolejny raz dokładnie oglądał róg Pięknej z ruchliwą ulicą Koszalińską, ale nie widział nawet śladu po nazwie Realna. Wolno przespacerował się do drugiego wylotu ulicy, gdzie Piękna spotykała się na obrzeżach parku z ulicą Zieloną, ale i tu nie mógł trafić na żaden trop.

Kiedy zrezygnowany miał już obrócić się na pięcie i obrać kurs na drogę powrotną do domu, kątem oka zauważył Babcię Anetkę, która tego dnia zajmowała się swoją, jak ją z dumą nazywała, „pracą zarobkową”. Stała właśnie w tym ruchliwym punkcie miasta z naręczem bukiecików uwitych z nagietków i w specjalnie do nich dobranym pomarańczowym kapeluszu na głowie i wdzięcznie uśmiechała się do przechodniów. Interes musiał iść całkiem nieźle, bo w wiaderku które postawiła u swoich stóp nie było już więcej kwiatów do sprzedania. Damian podszedł do niej ucieszony.
Co masz taka minę- zapytała zaczepnie Babcia Anetka- Nie możesz znaleźć adresu, prawda? A spotkanie masz mieć niedługo?- dodała ni to pytając, ni to stwierdzając. Kiwała przy tym cały czas głową. Damian stał osłupiały ze zdziwiona miną; zastanawiał się skąd Babcia Anetka zna jego problem.
– Gołębie mi powiedziały, głuptasie. – zaśmiała się – A widzisz, nie chciałeś mi wierzyć, że to moi zwiadowcy. Pleciugi moje kochane, one mi wszystko wyśpiewają… Dobrze już, nie martw się, pomogę ci. A swoją droga mógłbyś być bardziej uważny i jak czegoś szukasz, to naprawdę rób to dokładnie. To mówiąc Babcia Anetka wyciągnęła z jednej ze swoich licznych kieszeni malutkie okrągłe lusterko, w którym odbijać się zaczęły promienie mocno świecącego dziś słońca. Za chwilę złapanym w ten sposób zajączkiem wskazywała Damianowi drogę. Chłopak musiał mocno przyśpieszyć, by nadążyć za prowadzonym przez Babcię Anetkę świetlnym punkcikiem, przeskakującym szybko z kamienicy na chodnik, z chodnika na żywopłot, z żywopłotu na parkan. W końcu małe słoneczne kółeczko stanęło w miejscu. Damian obejrzał się w kierunku Babci Anetki, a ona tylko skinęła głową, jakby potwierdzała – „To tu”.