Category Archives: Historyjki

Jesteś łobuz i trouble maker

-Jesteś łobuz i trouble maker – mówiła w myślach do niego Monika. Konrada nie było przy niej, ale ciągle o nim myślała. I o tym jego bezczelnym zaproszeniu. Wypowiedzianym tak bardzo nie w porę i zupełnie nie a propos jej nastroju.

-A organizuj sobie te swoje grile, szmile, bale! Zapraszaj laleczki, kukiełki, pacynki

i niech ci tańczą te laski. Ale nie myśl sobie, że ja będę! – Złość wzbierała w niej coraz mocniej

-Nie będę kukiełką w twoim teatrzyku! – prawie wykrzyczała do siebie, czerwona z gniewu i natychmiast włożyła do ust kolejną czekoladkę z pudełka, które trzymała otworzone na kolanach. Za chwilę jeszcze mocniej opatuliła się w koc i pilotem zmieniała 638 kanał, na następny w ten dojmująco samotnie spędzany wieczór.

Rozmowa przed zamkniętymi drzwiami

Hela otworzyć dom! Nie bać się. Ja sam. Berta sam przyszed.

Ja wiem, że ty nie chcesz otworzyć, ani ze mną rozmawiać, ale ja też wiem, że ty tam za drzwiami stoisz i nasłuchujesz, czy nie poszłam. A słuchaj, słuchaj sobie, co ci Berta mówić będzie i do serca sobie weź, bo starszego człowieka słuchać trzeba. Na szczęście starszych ludzi się jeszcze szanuje; tak samo u was jak i u nas. No, przynajmniej w tym się zgadzamy.

I ty Hela też się z mną zgodzisz, co starszy człowiek jest

Że może on i mniej szkół skończył, może i mniej w życiu widział albo słyszał, ale starszego człowieka dłużej świat obrabiał, słońcem go przeświecał, wiatrem podszywał i piaskiem mu w oczy dmuchał. I po temu on więcej o świecie powiedzieć może, niż człowiek młody, który dopiero naprzeciw temu światu rusza i jeszcze nie wie czy on wróg jemu czy przyjaciel. (…)

 

Wieloręka Kali i nożyk biurowy

Hinduska Bogini Kali wytrzeszczała na nią oczy i prowokacyjnie wystawiała do niej swój długi czerwony język z niebieskich ust. W jednej ze swych stuiluśtam rąk trzymała ściętą głowę, a w drugiej jeszcze ociekający ciepłą krwią nóż.

Monika też miała ochotę dzisiaj kogoś zabić. Jednak zamiast złapać za leżący przed nią nożyk do otwierania korespondencji biurowej i popędzić w stronę ofiary do przyległego pokoju konferencyjnego wzięła tylko głęboki oddech i po chwili wypuszczając wolno powietrze z płuc westchnęła cichutko z przymkniętymi oczami:

-Ommmmmmmmm…………

Zaraz poczuła jak uchodzi z niej cała złość, jak kurczy się w niej chęć odwetu, jak zmienia w zasuszoną śliwkę, potem w rodzynek i w końcu znika. Otworzyła oczy; życie jej szefa, Rafała wisiało na włosku, ale dzięki ćwiczeniom oddechowym, i kto wie może i obrazkowi Kali, który tu przytargała z centrum Yogi zostało właśnie ocalone. 🙂

Tłumacz potrzebny od zaraz

Nie chodzi tu, ani o tłumacza snów, ani języków obcych ,ani tym bardziej tłumacza zwrotów prawniczych. Od tego Monika miała ustawione w równym rzędzie na półce z książkami; sennik egipski, słownik angielko-francusko-polski oraz leksykon wiedzy.

 

Potrzebny był jej ktoś, kto wytłumaczyłby jej sens wypowiedzianych przez Filipa zimnym tonem i z kamiennym wyrazem twarzy słów ”Odchodzę, nie pytaj dlaczego”.

 

Słowa te rozbrzmiewały wciąż na nowo w jej uszach, tak jakby wciąż je powtarzał. Tymczasem on zdążył już dawno spakować swoje rzeczy i wyjechać. Bez tłumaczenia się.

Zachłanność

Aneta miała energię, by przenosić góry, ale nie znajdowała dość siły by zmyć sterty naczyń w kuchni i uporać się ze zwałami zaległego prania albo lawiną maili w skrzynce.

 

Chciała budować mosty między kulturami i między podziałami i między pokoleniami, ale nie wiedziała jak znaleźć drogę do serca męża czy do przekonań córki.

 

Zawsze pragnęła pomagać innym, chorym, biednym, zagubionym, zapominając pomóc samej sobie

Bez i z

Ustawili się w kolejkę po szczęście. Pierwsza do lady podeszła młoda dziewczyna i trochę przez nos unosząc przy tym brodę do góry wystosowała swoje zamówienie:

-Poproszę związek bez zobowiązań, ale partner, żeby był z klasą. No i tak na przyszłość, to chciałabym schudnąć, ale bez ćwiczeń i diety, o i gabinet kosmetyczny bym chciała otworzyć, taki z zabiegami i z masażem.

Za nią stał mężczyzna i zaraz gdy odeszła stanowczym głosem wypowiedział swoje żądania:

-Samochód mi potrzebny, ale taki bez wspomagania kierownicy i z napędem na cztery koła. Bez ABS mógłby być, ale koniecznie z amortyzatorami.

W końcu do lady podeszła emerytka i dość zrezygnowanym głosem wypowiedziała:

-Mnie to tam do szczęścia wiele nie trzeba, o tyle tylko, żeby mnie było stać na wyjście do restauracji. Wtedy zamawiałabym sobie pizzę Pepperoni, ale bez pepperoni, bo w język mnie piecze i zgaga mnie potem męczy, i do tego kawę ze śmietanką i cukrem. O tyle.

Więcej pretendentów do szczęścia dziś nie było, a ci którzy tu przyszli, odeszli z kwitkiem. Nie dostali nic, bo wszyscy już to mieli. Dziewczyna miała przecież chłopaka, mężczyzna od lat jeździł swoim samochodem, a staruszka i tak chodziła do restauracji czy ją było na to stać. czy nie. Byliby szczęśliwi, gdyby nie to upierdliwe „bez” i „z”.

Monopol na fikcję

-Dla mnie, proszę Pana, może Pan nawet prosić o wstawiennictwo Aniołów Stróżów i Wszystkich Świętych we wniosku, ja nie wnikam w Pana intencje. Ja tylko stwierdzam, czy taki wniosek jest prawidłowo wystawiony, czy nie. A Pana wniosek, niestety, ma liczne uchybienia- Laura głośno perorowała przez telefon, dodatkowo akcentując każde słowo uderzeniem mocno nadgryzionego zębem czasu, bo czyim by innym ołówka o kant biurka.

-Nie, proszę Pana, punkt 16 naszej Instrukcji wyraźnie mówi o tym, że takie zezwolenie wymaga przedłożenia dodatkowych dokumentów. A jakich? O tym Pan sobie poczyta w punkcie 56, tam jest wszystko dokładnie wyjaśnione. Przepisy są dla ludzi, proszę Pana, nie dla urzędu- Laura porozumiewawczo spojrzała w oczy siedzącego naprzeciw niej Filona, który niby zajęty swoją pracą, jednak przysłuchiwał się rozmowie przełożonej z petentem.

-No, ale jak Pan to sobie wyobraża? Ja za Pana wniosku pisać nie będę, to Pan musi wiedzieć, czego Pan chce. Czy ja, na ten przykład, mam Panu mówić czy Pan chce zjeść rosół czy pomidorową? Nie, ja tego Panu nie muszę mówić, bo Pan wie co Pan chce zjeść, i Pan to sobie zamawia w barze. Tak samo jest z wnioskiem, ja Panu nie powiem czy pan chce zezwolenie na artykuł 7 w rozumieniu ustawy z 3 lipca 1994, czy na artykuł 5 z ustawy z 7marca 2004. Pan to musi sam wiedzieć i o to wnioskować, załączając oczywiście odpowiednie dokumenty.- Laura zaperzyła się tak bardzo, że musiała wziąć głębszy oddech.

W tym czasie ze słuchawki zaczęły wydobywać się coraz to głośniejsze i ostrzejsze tony rozmówcy, które okazały się jednak zbyt dotkliwe dla jej wrażliwych bębenków. Zmuszona była oddalić słuchawkę od ucha, a nawet odłożyć ją na biurko. W końcu gdy dźwięki ucichły, podniosła ją z powrotem i już zupełnie spokojnym tonem wypowiedziała ”Do widzenia Panu” nie zrażając się w ogóle faktem, że słuchawka emitowała tylko przeciągłe pipczenie, oznaczające rozłączoną rozmowę. Laurze nie pozostało zatem nic innego do zrobienia, jak tylko głęboko westchnąć przewracając przy tym oczyma: – „Jak z dziećmi, naprawdę, jak z dziećmi.”

Za chwilę bardziej rzeczowym tonem odezwała się do Filona, który nie wychylał nosa zza swojego monitora. – „No więc, mój drogi, zapisz w rejestrze, pod numerem 8: „Konsultacja telefoniczna w sprawie wniosku o wydanie pozwolenia na opowiadanie bajek.” I za chwilę już bardziej poufałym tonem: -„W takim razie Filusiu, ja już bym na dzisiaj pomału kończyła, jeszcze tylko wskoczę do Naczelnika z dokumentami i do zobaczenia, do jutra.” Nim Filon zdołał poprawić opadające w dół nosa okulary i nasadzić je głębiej na oczy Laura gotowa była do wyjścia w swoim filcowym płaszczu i takim samym okrągłym kapeluszu na głowie. Wychodząc poprawiła szminkę na ustach, której kontur zniekształciła wcześniej słuchawka.

Filon nareszcie został w biurze sam. Mógł w końcu bez skrępowania zamknąć nudny raport na ekranie komputera i otworzyć arcyciekawy poziom w grze „Czerwony kapturek”. Właśnie wchodził ze swym bohaterem do ciemnego lasu. Akcja stawała się naprawdę wciągająca, bo zza drzewa wyłaniała się jakaś postać, nie wiedział czy to wróg czy przyjaciel, a może wilk, a może leśniczy. Już miał kliknąć w rozwijane menu, które pojawiło się nad głową awatara, gdy do jego uszu dobiegło ciche pukanie „Puk Puk”.

  • „Jasny gwint, nie w takim momencie!” – pomyślał wściekle. Puk, puk jednak niewiele robiło sobie z jego zaklęcia i stawało się coraz bardziej natarczywe.
  • „No ja nie mogę! No kiedy ja wyjdę z tego poziomu, jak wszyscy mi tak będą przeszkadzać!”- skarżył się sam do siebie i w końcu niezadowolony odburknął w stronę drzwi
  • „Proszę”

Do środka wtoczył się typowy petent, a właściwie, kiedy Filon znów poprawił okulary i przysunął je bliżej oczu zauważył, że jednak była to petentka. Ale też typowa. Zafrasowana mina, jakieś papiery wyjęte z teczki, nerwowy ton. Na sam jej widok Filona przeszedł dreszcz obrzydzenia.

Nie dał jednak tego po sobie poznać i cierpliwie wsłuchiwał się w wygłaszaną na jednym wdechu przemowę petentki. Niewiele z niej zrozumiał. Zdaje się, że chodziło o koncesję na sprzedaż fikcji. Tak, czy inaczej, wiedział co ma jej odpowiedzieć. Zdawał sobie sprawę, że procedury kodeksu postępowania administracyjnego, które opanował do perfekcji nie przyniosą w tym przypadku pożądanego skutku i petentka gotowa będzie zanudzać kolejnymi pytaniami przez następne pół godziny. Musiał użyć wypracowanego przez lata pracy na swoim stanowisku sposobu „załatwiania petentów” jak go nazywał.

– Proszę napisać wniosek- zaczął jak najbardziej oficjalnym tonem

-Na, na napisać… jąkając się powtórzyła petentka- ale jak?- jej nieporadność sprawiała, że Filon musiał przełknąć ślinę z niesmakiem

-Tak jak pani czuje- odpowiedział jednak czułym tonem udzielając zatroskanej obywatelce promiennego i jakże kojącego uśmiechu

-To znaczy wszystko mam na, na, napisać? – odezwała się wciąż niepewnie, choć już trochę bardziej ośmielona otwartością biurokraty

-Tak. Wszystko, czego Pani chce, to znaczy na co Pani chce mieć zezwolenie. Proszę o tym napisać, tak szczerze- jego ton przybrał odcień prawdziwej słodyczy

-Tak? Nie spodziewałam się, że tak łatwo jest napisać wniosek o dystrybucję wymyślonych historyjek. Wie Pan, ta instrukcja na stronie urzędu jest taka zawiła…- wciąż jeszcze była odrobinę zakłopotana

-Och, proszę Panią, my przecież jesteśmy tu dla Państwa, żeby się wsłuchać w Państwa potrzeby- odezwał się już całkiem jowialnie Filon rozkładając dłonie jakby chciał objąć petentkę.

– Ja naprawdę Panu bardzo Panu dziękuję, bo wie Pan przeraziły mnie te wszystkie regulaminy i dokumenty, które trzeba do wniosku dołączyć, tyle ich jest … drążyła temat niedoszła dystrybutorka historyjek

-O to proszę się nie martwić. Pani Laura, Kierowniczka Naszego Działu, która zajmie się rozpatrzeniem Pani wniosku na pewno zwróci Pani uwagę, jeśli coś będzie nie tak– powiedział przytakując głową Filon

– Aha, rozumiem. To kiedy otrzymam koncesję?- już całkiem uspokojona zapytała

-Proszę pamiętać o wniesieniu opłaty skarbowej oraz o tym, że na rozpatrzenie Pani wniosku mamy 30 dni- jego uśmiech wciąż był bardzo uprzejmy, a mina usłużna.

-Aha. Wszystko jasne. Jeszcze dziś napiszę mój wniosek. Bardzo panu dziękuje, jeszcze raz- odpowiedziała rozpromieniona petentka i jakoś tak radośnie przyklasnęła drzwiami wychodząc z biura.

Filon uśmiechnął się blado pod swym jasnym wąsem. Wiedział, że dzięki swoim zabiegom i wytężonej pracy Laury ten miesiąc znów zakończą sukcesem. Zapewne czeka ich wręczana uroczyście przez Pana Naczelnika premia dla najbardziej wydajnego działu w Urzędzie. To do nich przecież wpływa największa liczba wniosków, a w ślad za nimi udzielane są najliczniejsze urzędnicze konsultacje i porady. Dodatkowo zasłużyli się w rankingach na największą ilość odrzucanych wniosków. Dzięki nim prawodawca utrzyma swój monopol na fikcję.