Monthly Archives: Listopad 2018

Pani ubrana jak mikołaj

Dziś w mieście widziałam starszą panią ubraną jak mikołaj. Mocno opatulona w czerwony kubraczek z białym kołnierzykiem i mankietami szła przygarbiona chodnikiem w centrum. Co raz poprawiała futrzaną czapkę z pomponem i ściskała w ręku zieloną pękatą torbę ściągnięta u góry jak worek. Gdy usiadła zmęczona na przystanku z miną nie wyczekująca bynajmniej zaprzęgu reniferów, w parku obok zemdlała dziewczyna. Nie wiem czy w tym czasie w mieście mogły dziać się jakieś cuda, albo czy komuś prezent nie zleciał z nieba.

Reklamy

Cień który zostawiam

 

Oto stawiam czoła wszechobecnemu światłu i ośmielam się zatrzymać na sobie jego promienie.

Przyjmuję je na na klatę. I nie tylko.

Czuję się dumna.

Tymczasem słońce śmieje mi się w twarz.

Poza tym nikogo to nie obchodzi.

Chyba tylko cień, o ile oczywiście zależy mu, by istnieć.

Wtedy mógłby obawiać się, że zniknie, jeśli tylko zrezygnuję z mojej odważnej postawy wobec obecności światła.

Ten cień, który zostawiam.

I stawiam sobie pytanie, kto ten cień zostawia, ja czy słońce?

W siódmym zamku nad Loarą

W siódmym zamku nad Loarą podmuchy wiatru gwizdały gargulcom w gardłach tak, że aż ciarki przechodziły. Zapomniałam kto, kiedy i dlaczego wybudował ten zamek, tak jak i sześć pozostałych. Ten świst zapamiętam na zawsze.

Jesień skromnisia

Jesień skromnisia podeszła cicho pod mój dom opatulona w szaroburą jesionkę. Przystanęła na chwilę, by strząsnąć kilka kropel deszczu z przemokniętego kapelusza i nieopatrznie strąciła przy tym ostatnie liście z przydomowych jesionów. Nikt nie słyszał kiedy odeszła, bo w okolicznych parkach wciąż trwały festiwale kolorów z fajerwerkami ognistych klonów i korowodami kasztanowych ludzików przechadzających się po czerwonych dywanach wśród pióropuszy pożółkłych traw.

Jesień skromnisia pozostawiła po sobie tylko mokre ślady – kałuże na opustoszałych chodnikach miasta.