Monthly Archives: Maj 2014

Alicja po drugiej stronie lustra kałuży

Alicja wyszła na spacer z psem. Akurat mogła sobie na to pozwolić. Praca w domu ma swoje plusy, szczególnie dla czworonoga. Dzięki freelancerstwu Alicji, piesek ma kogo poprosić o spacer przez większość dnia. Inaczej siedziałby sam, zamknięty w domu, czekając, aż Alicja wróci z pracy w biurze tłumaczeń.

Było właśnie po ulewnym deszczu. Padało od rana i teraz w południe deszcz zrobił sobie krótką przerwę. Kto wie, może też miał coś do załatwienia na zewnątrz, może właśnie jakieś stworzenie wywołało go na spacer. W każdym razie, chwilowo deszczu nie było.

Tak jak po Alicji w mieszkaniu, tak i po deszczu na dworze pozostał tylko charakterystyczny zapach. Psy czują go najlepiej. Coś tak oczywistego, co nawet nie da się zdefiniować innymi słowami jak „u-l-e-w-a”. Deszcz pozostawił także inne ślady, jak chociażby tą niezliczoną ilość kałuż, a nawet małych strumyków płynących teraz wzdłuż chodników do studzienek kanalizacyjnych.

Ciężko było się poruszać. Alicja założyła swoją długą czarną kapotę przeciwdeszczową i przezornie trzymała kaptur na głowie. Wiedziała, że deszcz wkrótce wróci. I…nie myliła się. Za chwilę w postaci małych kropel witał się znów z podwórkiem i w każdej chwili mógł ponownie przybrać rozmiary ulewy. Alicja i piesek przyspieszyli kroku. Właściwie wracali już do domu, gdy nagle w drodze zatrzymała ich jedna z tych wielkich kałuż. Rozciągała się na kilka dobrych kroków wzdłuż całej szerokości chodnika. Po prostu nie było jak przejść. Stanęli na brzegu kałuży bezradnie spoglądając w jej lustro. Alicja obliczała swoje szanse w trójskoku, a czworonóg przypominał sobie technikę pływania „na pieska”. Jeszcze raz wzrok Alicji przemierzył lustro kałuży od jej brzegu do przeciwległego. Tym razem pojawiło się tam czyjeś odbicie.

Czarna sylwetka, zupełnie taka jak jej. Z tą różnicą, że osoba po drugiej stronie nie nosiła czarnej kapoty z nieprzemakalnego materiału, a elegancki tweedowy płaszczyk skrojony do garnituru z podniesionymi teraz klapami kołnierza. Był to młody, może dwudziestoparoletni mężczyzna. Cóż stwierdźmy to bez ogródek, był o połowę życia młodszy od Alicji. W ręku tak jak i ona trzymał coś, co wymagało prowadzenia. Jenak nie był to pupil na czterech nogach, a walizka podróżna na czterech kółkach.

Stali tak i patrzyli, każdy na swoje alter-ego odbite w lustrze kałuży. Żadne świadomie nie chciałoby zamienić się miejscami z tą drugą osobą, jednak trasa ich dzisiejszej wędrówek właśnie do tego ich zmuszała. Młody biznesmen pędził na spotkanie wyznaczone w pobliskim centrum konferencyjnym po prawym brzegu kałuży, a Alicja spieszyła się, by dokończyć tłumaczenie urwane wpół zdania na ekranie jej komputera w domu po lewym jej brzegu. Osłupiali nie wiedzieli co robić. Ta konfrontacja wyraźnie zbiła ich z tropu.

Pierwszy ruszył z miejsca pies; nagle ujadając zaciekle ruszył środkiem kałuży w kierunku biznesmena. Za chwilę uczepiony jego nogawki doprowadził do odkrycia kolejnej różnicy obu odbić. W odróżnieniu od Alicji Polki, typ po drugiej stronie lutra kałuży najwyraźniej był Francuzem, bo wciąż powtarzał „Merde!” starając się wyrwać postrzępioną nogawkę z paszczy potwora.

Wieloręka Kali i nożyk biurowy

Hinduska Bogini Kali wytrzeszczała na nią oczy i prowokacyjnie wystawiała do niej swój długi czerwony język z niebieskich ust. W jednej ze swych stuiluśtam rąk trzymała ściętą głowę, a w drugiej jeszcze ociekający ciepłą krwią nóż.

Monika też miała ochotę dzisiaj kogoś zabić. Jednak zamiast złapać za leżący przed nią nożyk do otwierania korespondencji biurowej i popędzić w stronę ofiary do przyległego pokoju konferencyjnego wzięła tylko głęboki oddech i po chwili wypuszczając wolno powietrze z płuc westchnęła cichutko z przymkniętymi oczami:

-Ommmmmmmmm…………

Zaraz poczuła jak uchodzi z niej cała złość, jak kurczy się w niej chęć odwetu, jak zmienia w zasuszoną śliwkę, potem w rodzynek i w końcu znika. Otworzyła oczy; życie jej szefa, Rafała wisiało na włosku, ale dzięki ćwiczeniom oddechowym, i kto wie może i obrazkowi Kali, który tu przytargała z centrum Yogi zostało właśnie ocalone. 🙂