Tag Archives: kursy walut

Nie będę do niego mówiła wujku

Piotr stał oparty o ścianę w małej budce „Cambio de divisas”. Co chwila ocierał pot z czoła w to niezwykle parne popołudnie w La Paz. Wpatrywał się w elektroniczną tablicę z kursami walut. Kanciaste cyfry utworzone z czerwonych świetlnych punktów zmieniały się w pulsującym rytmie. Trudno mu było za nimi nadążyć wzrokiem, a rosnąca z każda chwilą duchota nie pozwalała mu się skoncentrować. Mimo to, wciąż zmuszał się do wykonywania kalkulacji, nie mogąc ustalić ich ostatecznego rezultatu.

  • Jeśli za 1000 boliwianos otrzymam 301 złotych, to ile będę miał, jak wymienię 3 tysiące. – zapytywał siebie po raz kolejny miętosząc niespokojnie w ręku pożółkłe banknoty. – Zaraz zaraz, trzysta jeden razy trzy – to proste równanie było niczym enigma, a jego iloczyn niczym szyfr nie do złamania. – Co jest, do cholery! – wściekał się na samego siebie – Najprostsze rzeczy stają się dziś tak trudne.

W końcu porzucając irytująca łamigłówkę podszedł zdecydowanym krokiem do okienka i bez słów położył banknoty na blacie. Opasły Metys z nażelowaną i starannie zaczesana do góry grzywką, który stanowił jedyną osobę w obsłudze tego kantoru walut, rzucił na niego badawcze spojrzenie i upewnił się:

  • Como siempre? (jak zawsze)?

W odpowiedzi usłyszał krótkie – Si, po którym nie pozostało mu nic innego jak dokonać transakcji. Piotr odebrał swoją należność i przeliczył ją skrupulatnie.

  • Dziewięćset trzy złote – ¡gracias- rzucił w kierunku kantorzysty, na co ten uniósł tylko rękę w geście pozdrowienia.- Ciekawe, co w Polsce można teraz kupić za taką kwotę? – przemknęło mu przez myśl, ale za chwilę już o tym nie pamiętał, bo wyszedł na ulicę zalaną mleczną mieszanką słońca i mgły.

Skręcił w wąską uliczkę, która pięła się stromo w górę wśród porozstawianych wzdłuż niej kolorowych straganów i parterowych niewielkich domków. Jeden z nich tam, na samym szczycie należał do Leticii i jej córki Pauli. Choć odkąd z nimi zamieszkał zdążył wyrobić sobie kondycję, to jednak zmęczenie ostatnich dni dawało mu się dzisiaj we znaki. Musiał zrobić sobie przerwę we wspinaczce. Zdyszany przystanął na chwilę i obejrzał się za siebie. Poniżej jego stóp rozpościerał się widok na miasto teraz spowite gęstym kożuchem mgły. Tu w górze było już tylko ostre przepełnione jasnością słońca powietrze.

Kiedy wreszcie dotarł do drzwi małego mieszkanka pot po prostu lał się z niego ciurkiem, a na plecach jego koszuli pojawiły się mokre plamy. Po wejściu do domu od razu zauważył, że Leticii w nim nie było. Zapewne miała dziś nocną zmianę w barze, tym samym, gdzie poznał ją trzy lata temu. Nie potrafił tego dokładnie wytłumaczyć, ale mieszkanie bez niej nie miało tego samego zapachu, ani koloru. Było jakby odrętwiałe, zastygłe w bezruchu.

Przeszedł do kuchni, gdzie miał zamiar wyciągnąć z lodówki zimne piwo. Tu zastał przy stole małą Paulę z głową pochyloną nad książkami. Mała, zazwyczaj bardzo radosna, dziś była wyraźnie zatroskana.

– Hola tío! – odezwała się nadąsana

-Matematyka? – zapytał Piotr domyślając się przyczyny jej złego nastroju. Paula pokiwała głową na znak potwierdzenia i dodała:

-Wujku dobrze, że jesteś, bo nie mogę sobie dać rady z tym zadaniem.

-Pokaż, co tam masz – Piotr pochylił się nad zapisaną w połowie kartką i spojrzał w miejsce, w które Paula nerwowo stukała ołówkiem

-Ile to jest trzysta jeden razy trzy Wujku- Paula spojrzała na niego błagalnie

-Trzysta jeden razy trzy… – zdumiał się Piotr- dziś już obliczałem takie mnożenie

-Nie wiesz, Wujku? –  ponaglała go dziewczynka

-Dziewięćset trzy – odpowiedział jak zahipnotyzowany Piotr i dotknął kieszeni, w której umieścił polskie banknoty i monety o takim nominale.

Potem pomógł jeszcze dziewczynce rozwiązać inne zadania, po czym polecił, by szykowała się do snu. Sam natomiast rozsiadł się w fotelu i wolno sączył zimne piwo z butelki do późnej nocy. Zastanawiał się nad tym zbiegiem okoliczności. Wiedział, że to nie był przypadek. Z każdą chwilą przekonywał się, że był to znak. Znak, że nadszedł właściwy czas na podjecie decyzji.

– Jak to było w tej książce – starał się sobie przypomnieć cytat wyczytany pewnego wieczoru znad ramienia zatopionej w lekturze Leticii. Chyba to szło tak: „Kiedy się czegoś pragnie, wtedy cały wszechświat sprzysięga się, byśmy mogli spełnić nasze marzenie.” – tak jakoś tak to było i powtórzył jeszcze w oryginale ten najważniejszy dla niego w tej chwili fragment „ todo o Universo conspira….

Zbiegi okoliczności i tajemnicza powtarzalność ciągów liczbowych w ważnych momentach jego życia, były dla niego jak drogowskazy. Wiedział, że jest na właściwej drodze. Z drugiej strony były dowodem na tę właśnie konspirację wszechświata. Wszechświat przemawiał do niego szyfrem. Jak wtedy, gdy decydował się na emigrację. Pamiętał dokładnie, że numer telefonu, który dostał od kolegi, by załatwić sobie wyjazd był powtórzeniem cyfr jego Pesela. Właśnie tak: 68250712801. Ten szyfr utorował mu drogę do miejsca gdzie się obecnie znajdował, a wynik mnożenia 3*301 kazał mu wyruszać w drogę powrotną. W tym momencie uświadomił sobie, jak bardzo pragnął wrócić do kraju.