Monthly Archives: Marzec 2016

Wirtuoz jeden

  • Kto by tam chciał Panie Igorku pana dusić, jak pan taki dobry dla ludzi i uczynny – oponował Pan Edziu

  • Jest taki jeden, Gutaf… – Igor ugryzł się w język – Gustaw ma na imię.

  • Aaaaa, Gutek. Ten, co z Ameryki wrócił na stare śmieci? Znam go. Od małego. Razemśmy za piłką ganiali jako bajtle.

  • Podobno miał tu kiedyś żonę i razem gdzieś tu mieszkali na Osiedlu Młodych- zagaił zaciekawiony Igor

  • Tak panie Igorku, takie przytulne mieszkanko, na parterze. A co to za kobitka była- cmokał z rozrzewnieniem Edziu – Pyszna Panie Igorku, pyszna! – Chodząca melodia, panie, nauczycielka muzyki. Teraz postarzała się, ale ciągle niczego sobie. Wtedy głupia była, ślepa z miłości. Teraz zmądrzała i na stare lata schorowanego nie chciała go przyjąć z powrotem – po chwili zastanowienia dodał – Moim zdaniem słusznie, Panie Igorku, bardzo słusznie, bo sobie zasłużył. Pan nie wiesz, co to za pies na baby był. Grajek w zespole weselnym, to wiesz pan ile on okazji miał. Żadnej nie przepuścił. Multiinstrumentalista panie, na wszystkim grał, co mu w ręce wpadło. – Edziu emocjonował się coraz bardziej swoja opowieścią – Ale miarka się przebrała Panie Igorku jak już zaczął żonę zdradzać praktycznie na jej oczach. Wiesz pan, do czego on był zdolny, wirtuoz jeden. Potrafił na imieninach żony zejść z jej najlepszą przyjaciółka do piwnicy, po wino niby. Tam między słoikami i butelkami odwalić mały recital na fujarce i wrócić do góry jak gdyby nigdy nic. Panie majstersztyk, co nie ? – zadumał się Pan Edziu kręcąc z namysłem głową – Jak pszczółka, panie, z kwiatka, na kwiatek – skwitował ze słodkim uśmiechem i ruszył w kierunku Plastra Miodu, największego placu na Osiedlu Młodych, na którym zaległo już sporo ociekających syropem klonowym liści.

Kiedy, jak nie teraz?

Kiedy, jak nie teraz, miałby się zdarzyć cud? Przecież wiosna to taka cudowna pora! Każdy dzień przynosi nowe cudowności; pąki zmieniają się w kwiaty, słońce ogrzewa zziębnięty świat, a ptaki wyśpiewują swoje arie na powitanie dnia. Dlaczego Monika nie miałaby stać się teraz wiosną jakaś inna, nowa, cudowna. Dlaczego jej oczy nie miałyby rozbłysnąć żywym blaskiem, a twarzy nie miałby rozpromienić uśmiech? Radosna Monika, ludzie z jej otoczenia z pewnością uznaliby to za cud!

Pod zamkniętymi powiekami

Monika oczekiwała na kolejny cud, a ten jak na złość nie nadchodził. Nie wiedziała, na czym miałby polegać, ani czego dotyczyć. Wiedziała tylko tyle, że pragnie, by się wydarzył, by odmienił jej życie raz na zawsze i skierował jej kroki na nowe, właściwsze, właściwie jedyne właściwe tory. Tymi torami popędzi bez oglądania się za siebie w kierunku szczęści spełnienia i radości. I niczego nie będzie jej żal. Chwilowy brak cudów w jej życiu bardzo ją frustrował i sprawiał, że codzienność wydawała się jeszcze bardziej szara, niż była w rzeczywistości. Cud w zakamarkach jej stęsknionej duszy jawił tysiącem barw, roztaczał niesamowity urok, który ogarniał całą jej osobę i promieniował na wszytko dokoła. Nie mieściło jej się w głowie, że skoro, tak wyraźnie wyczuwa obecność cudu, wciąż nie może go urzeczywistnić. On ciągle tkwił w miejscu, dokąd dotrzeć mogła jedynie nad ranem budząc się ze snu albo tak jak teraz rozsiadłwszy się wygodnie na parkowej ławce i zmróżywszy oczy zalane światłem marcowego przedpołudnia. Pod zamkniętymi powiekami Moniki cuda działy się same.

Okno dialogowe

Zgodnie z najczarniejszym scenariuszem, Igi nie zastał w domu. Mimo że dzwonił i pukał jeszcze dłużej niż poprzednio. Zdesperowany zadzwonił do sąsiednich drzwi. Otworzyła mu… copywriterka. Czarny scenariusz pisał się dalej. Copywriterka, która zazwyczaj nic o bożym świecie nie wiedziała, teraz również go nie rozczarowała. Nie mogła w ogóle skojarzyć o co, a raczej o kogo Igor ją pyta. Patrzyła tylko na niego mętnym wzrokiem. Ich oczy spotkały się na krótko, po czym copywriterka zaczęła się wgapiać w usta Igora, zupełnie tak jakby między jego rozchylonymi wargami zamiast języka zobaczyła okno dialogowe wyszukiwarki i wpisane w nim hasło „Pani Iga”. Dopiero wtedy dotarło do niej, o kogo ją pyta.

Niestety wynik wyszukiwania był negatywny i w jej mózgu pojawił się komunikat ”Podana fraza nie została odnaleziona”. Najwyraźniej, wcale nie miała ochoty skorzystać z porad Google w takich razach i sprawdzić, czy wynik nie byłby lepszy dla mniejszej liczby słów kluczowych, bardziej ogólnych słów kluczowych ani podobnych słów kluczowych, bo wciąż stała w zawieszeniu patrząc bez mrugnięcia okiem w usta Igora. Boszszszsz, ileż można. Zaraz jej dowalę.

Chęć dowalenia copywriterce sprawiła, że Igor przełknął nabiegającą mu do ust ślinę, zagryzł zęby i mocniej przyciągnął do siebie ręce same zaciskające się w pięści. Zanim jednak wykonał jakikolwiek ruch, ona zniknęła za zamkniętymi drzwiami i przekręciła zamek patentowy jak znika strona po przejrzeniu jej w internecie i zamknięciu małym krzyżykiem w prawym górnym rogu.

Pełen Sprzeczności Tobiaszek

Tobiaszek przyglądając się niezdarnemu w tej chwili Igorowi w końcu się do niego odezwał, raz rozwlekając słowa, a raz przyspieszając przez połykanie samogłosek:

  • Sie ma panie Awizo! Niech mi się tak pan nie kłania, nie trzeba, naprawdę – zażartował ze smutnym wyrazem w oczach. Igor dla swoich celów nazywał go Pełnym Sprzeczności Tobiaszkiem. Wystarczyło na niego spojrzeć, żeby przyznać mu rację. Był wysoki, ale jednocześnie wydawał się niski, bo ciągle się garbił i nosił za duże ciuchy. Był bezrobotny, ale zazwyczaj był bardzo zajęty i na nic nie starczało mu czasu. Nie miał pieniędzy, a jednocześnie stać go było na imprezy i jedzenie burrito, musaki, humusu, guaquamole i czego tam jeszcze zapragnął. Teraz wracał wyraźnie zmęczony chociaż całkiem zrelaksowany po całonocnych miejskich występach, ze śniadaniowym wieśmakiem w ręku, którego zapewne nie mógł zjeść do końca w Mac Donaldzie, bo znów dokądś bardzo się spieszył. Gdy wymielił w ustach i przełknął kolejny kęs z szelmowskim uśmieszkiem na twarzy i jednoczesną troską w oczach posłał w kierunku Igora pełen sprzeczności komunikat:

  • A poza tym, jak się pan tak schyla to widać, że panu włos rzednieje na czubku głowy– zaśmiał się, a brzmiało to jakby załkał – Starość nie radość jak to mówią!