Tag Archives: legenda

Róg Pięknej i Realnej 9

  • No nie, stary, ja muszę się jeszcze napić, żeby dalej tego słuchać- wciąż rozbawiony Łukasz podniósł się z miejsca i zabrał oba pokale do ponownego napełnienia przy barze.

Kiedy Damian został sam przy stoliku, zaczął rozglądać się po niewielkiej sali. Przy barze siedziało dwóch chłopaków w bluzach dresowych. Żywo o czymś rozmawiali mocno przy tym gestykulując i co chwila wybuchając gromkim śmiechem. Na skórzanej sofie w najdalszym i najbardziej zacienionym kącie sali zauważył przytuloną do siebie parę młodych ludzi. Ci, zdaje się, chwilowo wyczerpali wszelkie tematy do rozmowy. Bliżej środka sali, przy stoliku umieszczonym tuż pod jedyną w pomieszczeniu lampą siedział samotny mężczyzna z nietkniętym kuflem piwa przed sobą. Pochylał się ze skupieniem nad rozłożonym czasopismem.

  • Czyta coś w barze….?- zastanawiał się Damian – Co za dziwak – pomyślał nie przestając go obserwować. Po chwili mężczyzna poruszył się niespokojnie, wyjął z kieszeni marynarki ołówek i zaczął coś pomału zapisywać na otwartej stronie.
  • No, jeszcze lepiej! – komentował w duchu Damian- Znalazł sobie miejsce na pisanie…. Ciekawe co on tam skrobie, chyba nie książkę, hehehe – uśmiechnął się do swoich myśli będących tak bardzo a propos tematu, o którym rozmawiali z Łukaszem. Nie to na pewno nie książka, to raczej list jakiś, o, albo donos, Tak pewnie donos, inaczej nie zagryzał by warg z takim przejęciem i nie drapał się za uchem wymyślając kolejne słowa. – Utwierdzał się w wyniku swojej dedukcji.

W tym momencie do stolika wrócił Łukasz, poruszał się bardzo ostrożnie, by nie uronić ani trochę ze szczodrze nalanego im piwa, a w szczególności nie strącić puszystej pianki, która wyłaniała się niczym chmurka nad horyzontem szklanych naczyń. Tego naprawdę by sobie nie darował.

  • O mało co nie wylałem- powiedział Łukasz odsapnąwszy z dużą ulgą po odstawieniu pokali na stoliku. Widziałeś? Potknąłem się o tego faceta tam pod lampą. Torbę położył dokładnie na środku przejścia.- poskarżył się przyjacielowi
  • Nieużyty typ. I do tego donosy pisze – skwitował Damian
  • No co ty, znasz go? – zdziwił się Łukasz
  • Nie. Ale widać po minie. Co innego mógłby skrobać taki typ z zaciętym wyrazem twarzy?
  • Eeeee, coś ty. – powątpiewał Łukasz. Widziałem dokładnie, to nie żaden donos. On po prostu krzyżówki rozwiązuje- stwierdził z całą stanowczością
  • Co!?… Krzyżówki? W barze? No nie! No naprawdę świrów nie brakuje. I tylko proszę nie mów, że ja jestem najlepszy w tym klubie. Mam sporą konkurencję, jak widać.
  • Dajmy mu już spokój. – po chwili chichotu odezwał się Łukasz. – Wracajmy lepiej do twojej idée fixe. W końcu po to tutaj przyszliśmy, prawda?
  • No właśnie, chciałem ci podziękować. Dzięki tej rozmowie zaczynam łapać dystans do całej sprawy
  • Sprawy Introligatorni na rogu Pięknej i Realnej?
  • Tak. I tych wszystkich opowieści, które mi dziś przedstawił Maurycy i Horacy
  • Dali ci do przeczytania książkę, tak?
  • Tak. Leżała na stole otwarta i wyglądało na to, że właśnie ją oprawiali.
  • I co przeczytałeś ją? – nie przestawał dopytywać Łukasz
  • Słuchaj jak do niej zajrzałem, to od razu miałem takie dziwne uczucie… – zawiesił głos Damian jakby szukając określenia.
  • Jakie uczucie?
  • No, jakbym już ją kiedyś czytał.
  • Tak? A o czym była dokładnie? – kontynuował przesłuchanie Łukasz
  • O chłopcu. – krótko odpowiedział Damian
  • No porywające, po prostu. – zaczął ironizować Łukasz
  • To znaczy, ten chłopiec wyrósł na chłopaka i w końcu stał się młodym mężczyzną. – już bardziej wylewnie wypowiedział się Damian
  • No coś ty, aż tyle się działo? – znów zakpił Łukasz
  • Nawet nie wiesz, ile – tym razem ożywił się Damian – Każda, dosłownie każda strona przepełniona była uczuciami, doznaniami i niezwykle wyraźnymi wrażeniami. Przewracając kolejne kartki cienkiego, prawie przezroczystego papieru miałem wrażenie, że sam przeżywam historię tego człowieka….w moim sercu. – Wiesz, to było tak, jakbym czytał tę książkę nie oczami, ale sercem właśnie…- zakończył kładąc bezwiednie rękę na swojej lewej piersi.
  • No naprawdę stary, teraz to pojechałeś na maksa. – odchylił się do tyłu Łukasz
  • Pod koniec książki te wrażenia jeszcze się spotęgowały- kontynuował Damian, który mimo żartów przyjaciela znów zdawał się być bardzo poruszony- Wyraźnie widziałem, jak mężczyzna wchodzi do wielkiej jaskini albo groty, wyglądała na bardzo mroczną i niebezpieczną.
  • Dawaj dalej, akcja mnie wciąga coraz bardziej – nie przestawał Łukasz
  • Przed nim otwierała się czarna przestrzeń. W jej głębi dało się jednak zauważyć migotliwe światło. I właśnie w kierunku tego światła mężczyzna wolno przesuwał się do przodu. Ostrożnie badał kamienie i występy skalne przed sobą. W końcu musiał odkaszlnąć, bo jego gardło podrażniał dym unoszący się w pieczarze. Dym gęstniał i gęstniał.
  • Ho! Jak dobrze, że mi to opowiadasz w dzień, bo w nocy pewnie bym już się zsiusiał ze strachu- Łukasz zaśmiał się przechylając na bok. Nie wiadomo, czy tak podziałało na niego piwo, czy kolejne etapy opowieści.
  • Słuchaj, mam skończyć? – wkurzył się wreszcie Damian
  • Nie nie, no nie obrażaj się. Rzeczywiście wyglądasz na przejętego . Opowiadaj co było dalej. Też chcę to zrozumieć – skorygował się Łukasz.
  • No więc młodzieniec minąwszy kolejny zaułek ciemnego korytarza stanął wreszcie w wielkiej podziemnej pieczarze, którą rozjaśniały tylko nikłe płomyki świec porozstawianych na całej powierzchni. Niektóre ze świec były już do połowy stopione, inne zupełnie nowe, tak jakby je ktoś dopiero przed chwilą zapalił. Niektóre z nich płonęły jasnym ogniem, którego płomień piął się prosto w górę, a niektóre kopciły tylko czarną sadzą, a ich płomyk poruszał się niespokojnie na pokrzywionym knocie.
  • Tak …. – nagle spoważniał Łukasz – To mi coś przypomina. Czekaj, czekaj – wyraźnie starał się sobie coś przypomnieć – Czy to nie ta legenda …
  • Jaka legenda? – teraz w końcu zapytał Damian
  • No taka stara opowieść. Moja babcia mi ją często opowiadała. O tym, że ludzkie życie jest jak świeczka i że każdy z nas ma taką świeczkę, która pali się, pali, przez całe życie, aż wypali się do końca i wtedy człowiek umiera.
  • Nie nie znałem tego, ale dobre – przejął pałeczkę ironii Damian
  • Czekaj, ona ma dalszy ciąg, ta legenda. Czasem kiedy jakiś wypadek, albo choroba się człowiekowi przydarza, to do takiej świeczki podchodzi śmierć i ją po prostu zdmuchuje zanim zdąży się do końca wypalić.
  • Tak?… – zdziwił się Damian – ale wiesz co, to by się zgadzało, bo na następnej stronie widać było ilustrację groty z jakąś okropną zjawą po środku. Miała sine usta, długie potargane włosy, i swoimi pokrzywionymi pazurami dotykała jednej jasnej i całkiem nowej świeczki.
  • Aaaaa…. to na tym to twoje czytanie polegało, co? Ty po prostu obrazki oglądałeś, tak? Jak przedszkolak.- złapał go za słówko Łukasz
  • Już ci mówiłem, że to czytanie sercem było, …zresztą ciężko to opisać
  • Okej. No więc co jeszcze widziałeś na tym obrazku.
  • Stał tam też ten młody i patrzył na poczwarę. Potem zerwał się i szybkim krokiem podbiegł do świeczki. Wyrwał ją z jej rąk i zaczął uciekać.
  • I co udało się? Uciekł? – dopytywał Łukasz
  • Raczej nie, nie udało się, albo wiesz co, nie wiem, bo ostatnia strona była zupełnie czarna
  • A wiesz czemu?
  • Nie.
  • Bo według legendy tej legendy, jeśli ktoś wybrał się do groty śmierci, żeby wyrwać jej czyjąś świeczkę i nie pozwolić jej zgasić, to musiał przestrzegac pewnej reguły
  • Jakiej?
  • Musiał stamtąd uciekać nie oglądając się.
  • A jak się obejrzał?
  • Kaplica, stary, wtedy zostawał w grocie na zawsze- z teatralnym smutkiem zwiesił głowę Łukasz
  • Tak, teraz wszystko rozumiem. Rzeczywiście, ten młody się obejrzał, wyraźnie było to widać na przedostatnim obrazku.
  • A widzisz! Został w grocie, dlatego zapadła ciemność
  • Mroczna historia. Nomen omen.- kręcił głową Damian

  • Zgadza się – wciąż z przesadną rozpaczą w głosie odpowiedział Łukasz
  • A wiesz co jest najgorsze?
  • Nie.
  • Kiedy zamknąłem książkę Horacy zapytał mnie czy ta historia mi niczego nie przypomina. A ja miałem taki mętlik w głowie po jej przejrzeniu, bo nie można tego nazwać przeczytaniem, że zupełnie nie mogłem jej z niczym skojarzyć. Dopiero teraz kiedy ci ją opowiadam i z dzięki twojemu komentarzowi dociera do mnie… – zamyślił się Damian
  • Co?
  • Że to historia…-zawiesił ponownie głos i za chwilę ukrył twarz w dłoniach.
  • E, co ci jest- teraz już naprawdę przejętym głosem zapytał Łukasz
  • Tak, jestem teraz pewien – Damian podniósł twarz. Oczy miał pełne łez i patrząc prosto w twarz przyjaciela wycedził; – To…historia… mojego …ojca!