Pod zamkniętymi powiekami

Monika oczekiwała na kolejny cud, a ten jak na złość nie nadchodził. Nie wiedziała, na czym miałby polegać, ani czego dotyczyć. Wiedziała tylko tyle, że pragnie, by się wydarzył, by odmienił jej życie raz na zawsze i skierował jej kroki na nowe, właściwsze, właściwie jedyne właściwe tory. Tymi torami popędzi bez oglądania się za siebie w kierunku szczęści spełnienia i radości. I niczego nie będzie jej żal. Chwilowy brak cudów w jej życiu bardzo ją frustrował i sprawiał, że codzienność wydawała się jeszcze bardziej szara, niż była w rzeczywistości. Cud w zakamarkach jej stęsknionej duszy jawił tysiącem barw, roztaczał niesamowity urok, który ogarniał całą jej osobę i promieniował na wszytko dokoła. Nie mieściło jej się w głowie, że skoro, tak wyraźnie wyczuwa obecność cudu, wciąż nie może go urzeczywistnić. On ciągle tkwił w miejscu, dokąd dotrzeć mogła jedynie nad ranem budząc się ze snu albo tak jak teraz rozsiadłwszy się wygodnie na parkowej ławce i zmróżywszy oczy zalane światłem marcowego przedpołudnia. Pod zamkniętymi powiekami Moniki cuda działy się same.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s