Fifth of all Monika’s wonders

Monika, mrużąc oczy, wolno przesuwała wzrokiem po strużce światła sączącej się z hotelowego kinkietu wprost na twarz Filipa. Nie chciała go obudzić, wolała sama smakować tę chwilę, nacieszyć się nią. Jakby delektując się każdym szczegółem obserwowała teraz linię cienia, która wyraźnie zarysowała jego profil i sprawiła, że twarz miał równo podzieloną na dwie połowy, jedną jasną, drugą ciemną.

-Czy ja go naprawdę znam? Jaki on jest, ten mój Filip? Biały, czy czarny, dobry, czy zły?- ten obraz wywołał pytanie w głowie Moniki. Za chwilę jednak sama sobie na nie odpowiedziała- Jest mój i tylko to się liczy…

Wpatrywała się z uwagą w jego ostre rysy, charakterystyczne zgrubienie u nasady nosa i wąskie usta o kącikach wiecznie uniesionych ku górze. Dzięki nim, nawet teraz, kiedy spał, wyglądał, jakby się uśmiechał. Zresztą, kto wie, czy właśnie tego nie robił. Uśmiech był nieodłącznym atrybutem Filipa, jego znakiem rozpoznawczym i przepustką w wielu granicach, jakie zwykle stawia przed nami życie codzienne. Mógł nim równie dobrze posługiwać się, aby otworzyć sobie kolejne wymarzone drzwi kariery, albo by na przykład utorować sobie drogę do czyjegoś zatwardziałego serca.

Tak było z sercem Moniki, początkowo niedostępnym, zdystansowanym, jakby niezainteresowanym. Ten ewidentny brak reakcji na jego nie mniej ewidentny urok ze strony ładnej pracownicy biura, które kontrolował raz w miesiącu podziałał na Filipa dopingująco. Nieźle się nagłowił zanim wywołał pierwszy uśmiech na twarzy Moniki i sprawił, że uniosła zachwycone oczy znad sterty dokumentów kadrowych. Co prawda wymagało to od niego więcej wytrwałości i czasu, niż zwykle, ale w końcu przyniosło efekty.

Teraz serce Moniki stało dla niego otworem, biło przyspieszonym rytmem, kiedy tylko na niego patrzyła. Ona także nie mogła powstrzymać się od uśmiechu. Nie gościł on jednak długo na jej twarzy, za chwile zmiotła go zupełnie przeciwstawna reakcja na nieoczekiwaną myśl, która zburzyła cały jej dotychczasowy spokój i zaczęła jątrzyć jakąś głęboką zadrę.

-Kochanica Francuza, Kochanica Francuza, Kochanica Francuza – myśl ta nie dawała jej spokoju – Gdzie ja widziałam ten tytuł i… czy to aby była historia z happy-endem? – znów pytanie podąrzyło za myślą. Zaraz jednak pocieszyła samą siebie – moja będzie na pewno. Z moim pięknym Francuzem, with my sweet Frenchman- wyszeptała

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s