Róg Pięknej i Realnej 7

  • No mówię ci …leżał jak pies Pluto…. pies Pluto po zderzeniu z ciężarówką. Hahaha – relacjonował Damian zginając się ze śmiechu w pół.
  • Chyba z ciężarówką pełną książek. Hehehe – dopowiadał śmiejąc się Łukasz
  • No dokładnie. Brakowało tylko, żeby mu gwiazdki wirowały nad czołem. Hahaha. Ale i bez tego myślałem, że padnę, jak go zobaczyłem, no mówię Ci… – nie przestawał naigrywać się Damian

Obaj stali na deptaku przy Wałach Chrobrego. Popołudniowe słońce rozświetlało ich roześmiane twarze i połyskiwało na masztach jachtów zacumowanych przy brzegu Odry. Damian przychodził tu zawsze, ilekroć chciał uciec od „gnuśnego miasta Stettin”, jak zwykł nazywać Szczecin tracący z roku na rok swój impet. Dziś szczególnie potrzebował tego spaceru; od wydarzeń w Introligatorni huczało mu w głowie. Chciał także podzielić się wrażeniami z Łukaszem, najlepszym przyjacielem, który, licząc na przygodnych spacerowiczów, turystów, czy też szukających wytchnienia, mieszkańców miasta, właśnie tu zainstalował mały, przenośny kram z gazetami.

  • I co? Cały czas było tak śmiesznie? – Łukasz zdołał na chwilę opanować wesołość -Ten stary powiedział ci w końcu, o co chodzi? – dopytywał
  • Yhmm…. – westchnął Damian i mina mu wyraźnie zrzedła – Nie wiem właściwie, co o tym wszystkim myśleć – dodał po chwili
  • Tak? A co tam było dalej… no nawijaj, bo jestem ciekawy – ożywił się Łukasz.

Wyraźnie odezwała się w nim żyłka reporterska, którą niestrudzenie rozwijał od czasów ukończenia studiów dziennikarskich. Niektórzy drwili z niego, że sprzedając gazety raczej tę żyłkę naciąga niż rozwija, on jednak z dnia na dzień przekonywał się o słuszności swojej decyzji. Nie mogąc znaleźć pracy w żadnej redakcji, dzięki kramowi wciąż był blisko gazet. Poza tym, latem, wymyślił sobie dodatkowe zajęcie, które w zupełności konsumowało jego zdolności twórcze. Pełen nadziei zawiesił nad stoiskiem z kolorowymi magazynami wypisany fantazyjnymi literami szyld: „ Portrety Słowne” Dzieci – 5 zł, Dorośli 10 zł. Nie można powiedzieć, żeby klienci ustawiali się w kolejkach po ten wyjątkowy towar, ale Łukasz i tak nie narzekał; cieszyła go każda sprzedana sztuka.

  • No więc…? – ponaglił pogrążonego w myślach Damiana poprawiając przekrzywiony szyld.
  • No więc… przeszliśmy z powrotem do tego stołu, wiesz tego z narzędziami i klejem – odezwał się Damian powoli, jakby przypominając sobie każdy krok.
  • Aha wiem… w tej drugiej sali – okazał swoją przytomność Łukasz
  • Tak. No i usiedliśmy przy tym stole. Potem Horacy zaczął pokazywać mi książkę, którą właśnie oprawiali
  • No w końcu od tego są introligatorzy, tak?- znów przytomnie odezwał się Łukasz
  • No niby tak, tylko, że te książki…
  • No gadaj wreszcie, o co chodzi – na dobre się zniecierpliwił
  • Oni twierdzą , że…- zaciął się Damian
  • Że niby co? – dopytywał krewki kramarz-dziennikarz-portrecista
  • Że to nie są zwykłe książki i…
  • I co? No wyduś to to z siebie wreszcie – Łukasz prawie krzyczał na Damiana
  • I chyba jednak nie są tak do końca zwyczajne… – wycedził Damian popadając znowu w zadumę.

Łukasz miał ochotę nim potrząsnąć, ale musiał się powstrzymać, bo do kramu podeszła para korpulentnych i ubranych w skórzane kurtki przyjezdnych. Mężczyzna nosił na szyi ciężki złoty łańcuch, który pobłyskiwał na jego szerokiej klatce piersiowej. Kobieta o długich i poskręcanych w grube spirale blond włosach chwilę patrzyła na wyłożone gazety i w końcu zainteresowała się słownymi portretami. Odbywszy niezbyt długą rozmowę z Łukaszem, opuściła stoisko trzymając jedną ręką swego towarzysza pod pachę, a drugą zwój czerpanego papieru z takim oto dziełem wypisanym ręcznie przez przydrożnego portrecistę słownego:

„Pani Agata

w kształty bogata

swego męża przystojnego

czyni w piękno zamożnego”

  • I co, ludzie ci za to płacą?- spytał Damian, któremu pojawienie się pary na stoisku przerwało rozmyślania.
  • Tak, dzisiaj już trzeci portrecik sprzedałem! Naprawdę świetnie mi idzie. – odpowiedział Łukasz zagryzając usta z przejęcia. Rano podeszła do mnie taka babka, koło czterdziestki może, a głosik miała jak dziewczynka, więc jej machnąłem taki portrecik:

„Gdy Alina mówić zaczyna

To jakby pył złoty

z nieba leciał zamiast słoty.

Brzmią jej słowa jak muzyka,

więc od dzisiaj nikt nie zmyka

tylko słucha jak najęty

jej wymową fest przejęty”

  • Sama poezja – Po prostu cud- trochę zbyt teatralnie wyraził swój entuzjazm Damian, a po chwili dodał z wiekszą dozą niepewności w głosie- I nikt nie zgłasza reklamacji?

  • Nikt, i wiesz jeszcze potem podeszła do mnie mama z takim chłopaczkiem, o, takim małym – kontynuował Łukasz pokazując ręką wzrost malca zupełnie niezrażony ironicznym uśmieszkiem pobłyskującym na twarzy przyjaciela- i poprosiła o portrecik dla synka. Oto co mi wyszło:

„Dominika nikt nie pyta,

czy ochotę ma na ser.

Jego buzia, to wiadomo,

zawsze powie -nie.”

  • Genialne, stary! – wykzyknął  Damian poklepując Łukasza po ramieniu, za chwilę dorzucił: – Jakie szczeście, że mi brakuje twojego talentu.

Tym zgryźliwym komentarzem zbił z tropu przyjaciela, który już gotowy był do kolejnej recytacji. Zmienił temat:

  • Czy ty uważasz, że każdy w życiu chciałby napisać książkę… To znaczy, ktoś taki jak ty, to na pewno, domyślam się, że jeśli lubisz pisać, to pewnie marzysz o napisaniu książki, ale żeby tak każdy tego pragnął, to nie wiem…

  • Wiesz coś może być na rzeczy – odpowiedział z namysłem Łukasz. Mam takiego wujka Andrzeja. Jest elektrykiem, który całe swoje życie przepracował na Stoczni, a jak ją zamknęli to dorabiał kątem do emerytury, po ludziach.
  • No znam go. Fajny ten twój wujek. No i co?
  • No i wiesz, jak on sobie kielicha wypije to zawsze wspomina swoje młode lata, wojsko, pracę, tą całą komunę i stan wojenny i zazwyczaj dochodzi do wniosku, ze życie miał tak ciekawe, że książkę by mógł napisać. A, i jeszcze dodaje, że to dlatego, że dzisiaj już się wszystko pozmieniało, że nie ma takich ludzi, takich spraw. I wiesz… choć to facet z jajami, to potrafi się rozpłakać w takim momencie
  • Aha, czar wspomnień, co?
  • Tak, to tak na szybko mi się przypomniało. On jedyny głośno wyraża to swoje pragnienie, a reszta … no, nie wiem, może, po cichu, każdy o tym marzy, by książkę o swoim życiu napisać. – zawiesił głos Łukasz i za chwilę zapytał – No dobra, a jak jest z tobą?
  • Co ze mną?
  • No, czy chciałbyś napisać książkę, o swoim życiu książkę?
  • No wiesz… pewnie tak … fajnie kiedyś byłoby mieć książkę o sobie.. tak jak się nad tym zastanowić… to rzeczywiście. Ale przede wszystkim, to chciałbym mieć o czym pisać. Ale z drugiej strony… właściwie tak,… zdecydowanie tak ….każdy ma swoje doświadczenia i wrażenia. Je właśnie uważa za najważniejsze i chciałby się nimi podzielić… więc tak….pewnie tak jest, że każdy chciałaby napisać książkę o sobie.- zakończył wreszcie swe długie dywagacje Damian.

Jego wzrok podążył gdzieś daleko, przed siebie, i po chwili zatrzymał się na sylwetce młodej kobiety, która stanęła na podwyższeniu balustrady, jakby chciała wyskoczyć do rzeki. Damian już miał pokazać ją Łukaszowi, ale ten sam zauważył niebezpieczną sytuację. Za moment jednak kobieta zeszła z powrotem na chodnik, rozejrzała się i powoli oddaliła się od tego miejsca. Przechodząc obok obydwu chłopaków uśmiechnęła się do nich. Damian odwzajemnił uśmiech.

  • Co lubisz starsze?- zapytał ironicznie Łukasz
  • Fajna była, co się czepiasz- odburknął Damian i zaraz wrócił do poprzedniego tematu:
  • No właśnie, może i każdy chciałby napisać książkę, tylko że nie wszyscy potrafią. Albo nie wszystkim jest to dane…
  • Jasne brak czasu, możliwości, zmęczenie. – zgodził się Łukasz – Nie każdy może sobie tak po prostu siąść i pisać.
  • Wiesz, a oni twierdzą, że wcale nie musimy takich książek pisać- dodał Damian
  • Jacy znowu oni?- zapytał Łukasz przewracając ze znudzeniem oczami
  • No, Horacy i Maurycy, ci z Introligatorni, na rogu Pięknej i Realnej.- wyjaśnił Damian
  • A… ty znowu o tym, widzę, że nieźle ci w głowie namieszali.
  • A namieszali, żebyś wiedział – dziwnie zgodny z przyjacielem był znów Damian
  • No więc, jak jest z tymi książkami według nich? Pisać, nie pisać? – dopytywał już bez cienia ironii Łukasz
  • Nie musimy ich pisać, możemy, ale nie musimy, bo…
  • Bo co? – pomału znów niecierpliwił się portrecista
  • Bo te książki już zostały napisane. – wyjaśnił kategorycznie Damian wprawiając przyjaciela w osłupienie.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s